Work Text:
Kakashi zawsze uważał posiadanie przez shinobi bratnich dusz za dość ironiczne. W dniu piętnastych urodzin budzisz się ze znamieniem, małym i nieusuwalnym tatuażem na ciele, takim samym jak osoba, którą przeznaczył ci wszechświat. Kakashi od dziecka miał nadzieję obudzić się z wyblakłym znamieniem, mając nadzieję, że jego bratnia dusza nie żyje. Nie zrozumcie go źle, na pewno posiadanie kogoś tak ważnego jest wspaniałe, ale kiedy całe życie jesteś shinobi, taka rzecz to większy ciężar niż pożytek. Nie wiedział czy bardziej nie chciał czuć bólu, który wiąże się ze śmiercią bratniej duszy czy uważał, że po prostu nie zasługuje na posiadanie kogoś odpowiedniego. Tak jakby już nie czuł się źle ze śmiercią swojej drużyny, Minato oraz Kushiny.
Mówiło się, że wszechświat ciągnie bratnie dusze do siebie. Dwie duszę spotykają się wiele razy w ciągu swojego istnienia, pomimo braku świadomości umysłu. Jednak całkiem spora część ludzi porzucało marzenia o tej jednej osobie. Niechętnie też dzielono się tym co pokazywało znamię, a jeśli już to z rodziną albo najbliższymi przyjaciółmi. Cywile zwykle o wiele częściej szukali swoich drugich połówek, żyjąc historiami o niesamowitych romansach. Shinobi raczej unikali tematu, a jeśli znaleźli bratnie dusze to nie dzielili się tym na lewo i prawo. Ninja, którego możesz zaszantażować, to bezużyteczny ninja.
W dzień piętnastych urodzin znalazł krwawy księżyc nad swoim biodrem. Westchnął. Niestety jego prośby nie zostały wysłuchane.
***
Kakashi miał negatywne zdanie co do wysyłania dzieci do walki, odkąd pamiętał (najprawdopodobniej od śmierci Obito). Tak, sam został wyniesiony do rangi jonina, gdy miał dwanaście lat i mimo, że był uzdolnionym shinobi nie znaczyło to, że tak młode osoby powinny odpowiadać za prowadzenie walk dla Kage wiosek i lordów, którzy siedzieli bezpiecznie w swoich posiadłościach.
Młody Uchiha był geniuszem, prawdopodobnie zdolniejszym od każdej osoby w ANBU. Nie zmieniało to faktu, że miał wciąż tylko jedenaście lat i Hatake nie czuł się dobrze wiedząc, że Itachi znalazł się tutaj. Wiedział, iż Rada uznała, że trzeba wykorzystywać jego zdolności od najmłodszych lat.
W snach ciągle widział Obito przybitego do ziemi głazami. Widział Rin, opadającą na kolana, po tym jak chidori przebiło ją na wylot. I choć w głębi Hatake wiedział, że za żadną z tych rzeczy nie jest całkowicie odpowiedzialny, wyrzuty sumienia trawiły go do teraz. Od lat już nie mył z przerażeniem rąk po przebudzeniu. Jednak wbijane w ramiona paznokcie, w celu przywrócenia kontaktu z rzeczywistością, zostawiły trwałe blizny w kształcie półksiężyców.
***
Wojna prześladowała Itachiego, odkąd był dzieckiem. Część jego klanu zmarła walcząc za Konohę. Mimo tego, że oficjalnie panował pokój, walki panowały na terenach krajów dość regularnie. Bardzo wcześnie był awansowany na coraz wyższe rangi, jednak dołączenie go do ANBU, gdy miał jedenaście lat było dla niego pewnym zaskoczeniem. Zwłaszcza, iż miał wrażenie, że większość skrytobójców patrzyła na niego dalej jak na dzieciaka, który dopiero skończył akademie.
Jego klan cieszył się, że będą mieli szpiega na tak wysokiej pozycji w wiosce. Itachi nie był z tego zbyt zadowolony, ale nie mógł od tak sprzeciwić się rodzinie.
– Bear, weźmiesz następną wartę po nas. – powiedział Kakashi.
– Tak jest, kapitanie.
Kakashi przywołał dłonią Itachiego by poszedł za nim. Ich obóz znajdował się na klifie, więc zagrożenie mogło nadejść tylko ze strony lasu.
Przemieszczali się co jakiś czas z jednego drzewa na drugie. Byli z dala od jakichkolwiek zabudowań, wcześniej też nie zauważyli żadnych ludzi. Do celu misji pozostawało jednak jeszcze ponad pół dnia drogi.
– Mam nadzieję, że szybko skończymy tę misję. – Kakashi usiadł obok Itachiego. – Tęsknię za normalnym łóżkiem i jedzeniem.
– Nie jest tak źle. – odpowiedział Uchiha.
– Jeszcze mało misji miałeś, to tak tego nie odczuwasz. – zaśmiał się lekko Hatake przeciągając się. – Zobaczysz, za parę lat będziesz miał dość pracy tutaj. Podziwiam, że przyjąłeś awans do ANBU.
– Decyzja Hokage. – Itachi wzruszył ramionami.
– Nie musiałeś jej przyjmować. Serio. Prawdopodobnie rada patrzyłaby na ciebie z niezadowoleniem, ale twój wiek byłby wystarczającym argumentem. Mogłeś pracować jako jonin i brać bardziej pokojowe misje lub no cóż, odrobinę mniej krwawe. W przyszłości być kapitanem drużyny i uczyć geninów. Jestem świadomy, że jesteś prawdopodobnie najzdolniejszym shinobi w mojej drużynie, ale wciąż mam wrażenie, że jesteś za młody.
– Sam walczyłeś na wojnie, gdy byłeś w moim wieku, kapitanie.
– Właśnie. Byłem młody i głupi wtedy. Za dużo błędów popełniłem i za dużo ludzi przypłaciło za to życiem.
Kakashi wstał i przeskoczył kilka drzew dalej by zmienić punkt obserwacyjny. Itachi podążył za nim.
– Trafiłeś do mojej drużyny w zamian za dziewczynę, która zrezygnowała, gdy znalazła bratnią duszę. Można powiedzieć, że przynajmniej ona dobrze wybrała.
Itachi spojrzał z zaciekawieniem na kapitana. Wiedział, że Kakashi raczej unikał tego tematu, gdy reszta drużyny o tym rozmawiała. Chociaż i te rozmowy zwykle ograniczały się do plotek zasłyszanych we wiosce.
– ANBU to nie miejsce dla ludzi, którzy chcą bratnich dusz. – kontynuował Hatake, wzruszając ramionami. – Chyba, że chcesz ciągle myśleć o możliwości jej utraty. Bratnia dusza to dość skuteczny środek, by kogoś zmusić do właściwie czegokolwiek.
– Czyli nie chcesz wiedzieć kto jest twoją bratnią duszą?
Kakashi westchnął, wpatrując się w przestrzeń. Itachi zauważył, że kapitan położył dłoń na biodrze i potarł to miejsce, prawdopodobnie nie do końca tego świadomy. Ciekawe.
– Kiedyś nienawidziłem tego. Miałem nadzieję, że znak powie mi, że druga dusza nie żyje, a ja będę miał spokój. – Kakashi spojrzał na Itachiego. – Gdybym był cywilem albo regularnym shinobi Liścia to pewnie chciałbym wiedzieć. Może nie szukałbym, ale nie odrzuciłbym tej osoby, gdyby się znalazła. A ty? Co prawda jeszcze nie masz znaku, ale jednak. Duże rody wzięły się od bratnich dusz, koniec końców.
– Myślę, że tak? Moi rodzice są bratnimi duszami. – Kakashi skinął głową. Nie była to jakaś kompletnie nieznana informacja. Wiele rodów miało nadzieję na to by ich dzieci znalazły bratnie dusze i był to dla nich pewien powód do dumy. Zwykle takie pary były znane z niesamowitej mocy. Często zaczynały też nowe gałęzie potężnych rodów.
Tym bardziej klan Uchiha, który był znany z lojalności do swoich bratnich dusz oraz partnerów. W końcu Sharingan aktywował się przy stracie ważnych dla użytkownika osób. Jednak śmierć bratniej duszy potrafił doprowadzić Uchihów do szaleństwa. Dlatego dziwił się, że Uchiha lubili się afiszować posiadaniem drugiej połówki.
– Kapitanie. – dwójka innych skrytobójców z ANBU pojawiła się obok nich.
Kakashi skinął głową.
– Wracajmy do obozu w takim razie.
***
Itachi nigdy nie czuł się tak zmęczony. Tak, rodzina była dla niego niesamowicie ważna, kochał swoich rodziców i brata, ale czy powinien w takim razie pozwolić im na to co planowali? Wiedział, że rebelia, którą planowali Uchiha skończy się wojną domową, a w dalszej perspektywie inne wioski zaatakują Konohę. Danzo od dawna robił sugestie, które wskazywały, że Itachi ma zrobić wszystko by temu zapobiec. Teraz już nie była to sugestia.
Skakał po dachach wioski, myśląc co dokładnie powinien zrobić. Kakashi miał rację, że radzie zbyt łatwo przychodziło używanie podwładnych do rozwiązywania problemów za nich.
O wilku mowa. Pomyślał Itachi, gdy dostrzegł kapitana na ławce na jednym z dachów. Cóż, właściwie Kakashi nie odpowiadał za niego, odkąd Itachi sam został kapitanem.
Uchiha zeskoczył z dachu by wylądować na barierkach. Przykucnął, patrząc na mężczyznę, który zamknął książkę i przeciągnął się na ławce.
– Pewnie głupie pytanie, ale czy byłeś kiedyś w sytuacji, gdzie nie było dobrego wyjścia? – zapytał Itachi, zanim zdążył się zastanowić, czy powinien się pytać. Kakashi w końcu był kapitanem, pewnie nie było to dla niego nieznane doświadczenie. Być może Itachi chciał poczuć, że nie jest wyjątkiem. Być może po prostu potrzebował to usłyszeć.
– Tobie też dzień dobry. – odpowiedział wolno Hatake, jednak zaraz spoważniał. – Ciężko o shinobi, który tak nie miał.
– Chodzi mi o taką, gdzie każde wyjście jest złe. Taką, gdzie będą ofiary niezależnie co wybierzesz.
– Miałem. Taka decyzja zawsze będzie na tobie ciążyć. – Kakashi wzruszył ramionami i westchnął. - Ludzie będą cię pod tym względem oceniać, zawsze negatywnie. Na koniec dnia, nikogo nie obchodzi to, że nie było lepszej opcji. Może będziesz czuł nienawiść do siebie za to co wybierzesz.
Itachi przełknął ślinę.
– Czy to kiedyś mija? Ta nienawiść.
– Cóż. – Kakashi zaśmiał się gorzko. – Nie w moim przypadku.
***
Kakashi zastanawiał się nad tą rozmową parę dni później, gdy został oddelegowany do sprzątania ciał po masakrze.
Trzynastoletnie dziecko mordujące własnoręcznie cały swój klan. Hatake wiedział, że lepiej nie kwestionować tego głośno. Tak samo jak różnego stylu ran na ciałach ofiar czy braku oczu niektórych z nich.
Oczywiście nie mógł wiedzieć co dokładnie działo się za murami getta. To, że ANBU patrolowało okolicę, nie znaczyło, że Uchiha nie byli w stanie ukryć swoich działań. Ale cały klan nie mógł zrobić czegoś, co zmusiłoby Itachiego do masowego mordu, prawda?
Gdyby motywem było pozyskanie Sharingana, Itachi mógłby upozorować wypadek kilku członków rodu, a nie wybijać wszystkich na raz. Motyw zemsty też go nie przekonywał. Gdyby jedynymi ofiarami byli starsi, to co innego, ale Kakashi nie sądziłby dzieciaki wyrządziły mu na tyle wielką krzywdę. Tym bardziej nie widział powodu by Itachi zostawiał swojego brata przy życiu. Chłopak sam prosił się o zemstę.
Zastanawiał się, czy tamtego dnia Itachi nie chciał mu powiedzieć czegoś więcej. Ale czy miało to teraz jakiekolwiek znaczenie? Dzisiaj na ulicach tańczyła śmierć.
Kakashiego jednak najbardziej zastanawiało, dlaczego skrytobójcy z Korzenia upierali się, że to oni odniosą ciała na miejsca pochówku. Hatake mógł tylko domyślać się jak te wszystkie rzeczy się ze sobą łączą. I jeśli pomiędzy domami zauważył Danzo to zostawił to dla siebie.
***
Itachi zrozumiał Kakashiego, gdy w dzień piętnastych urodzin znalazł znamię pod obojczykiem. Gdy był dzieckiem rodzice opowiadali mu masę historii o bratnich duszach, on i Sasuke zawsze byli nimi zachwyceni. Teraz, będąc szpiegiem dla wioski oraz pracując dla Akatsuki, Itachi jedyne co chciał to przyłożyć kunai do skóry i wyciąć to co przypominało mu, o tym czego nigdy nie będzie mieć.
Kisame powiedział mu, że jego bratnia dusza nie żyje. Co prawda Uchiha nigdy nie widział jego znamienia, ale założył, że to prawda. Itachi zazdrościł mu tego, bo nawet jeśli istniał ktoś odpowiedni dla młodego Uchihy, to na pewno ta osoba nie chciałaby być z kimś, kto wybił (prawie) całą swoją rodzinę. Nie powinienem nawet zakładać, że moja bratnia dusza nie jest równie zniszczona moralnie.
***
Itachi i Kisame zjawili się we wiosce Liścia, gdy Uchiha miał siedemnaście lat. Chłopak chciał dać do zrozumienia shinobi Konohy co Akatsuki ma w planach. Chciał też zobaczyć co z Sasuke. I jeśli podświadomie pragnął zobaczyć kogoś jeszcze, to tylko jego sprawa.
Wcale nie zdziwiło go to, że Kakashi był tym który zauważył ich obecność we wiosce. Szkoda, chciał uniknąć walki i ofiar, ale Asuma i Kurenai nie chcieli mu tego ułatwić.
Na pewno nie ułatwił mu tego Kakashi, po tym jak Uchiha złapał go w genjutsu. Prawdopodobnie spędzili jakieś kilka godzin w Tsukuyomi, zanim Itachi zauważył znamię nad podniesioną koszulką Hatake.
Wszechświat zdecydowanie sobie z niego kpił. Itachi zrezygnował ze wszystkiego tamtej tragicznej nocy, chciał więc umrzeć przekonując sam siebie, że jego bratnia dusza jest najgorszą możliwą osobą. Widocznie nawet na tyle nie zasługiwał.
Nie chciał myśleć nad tym, że gdyby nie rozkaz Danzo być może teraz wciąż byliby razem w ANBU albo chociaż pracowali jako shinobi Konohy. Jednak teraz, nic z jego poprzedniego życia nie mogło mieć znaczenia. Przynajmniej Kakashi będzie mieć spokój za kilka lat, gdy Sasuke przyjdzie po swoją zemstę.
I jeśli przez resztę godzin, w których Hatake przeżywał swoją śmierć, Itachi również umierał wewnętrznie, to jest to sprawa tylko pomiędzy nim a kopiującym ninją. Uchiha miał tylko szczerą nadzieję, że Kakashi był zbyt pochłonięty swoim bólem, żeby odczuć jakąkolwiek zmianę w Itachim. Lepiej dla niego by nigdy się nie dowiedział. W końcu kto chciałby mieć więź, z osobą która wymordowała własną rodzinę?
Hatake i tak chciałby jego bratnia dusza okazała się martwa. Itachi nie zamierzał mu tego zabierać, zdecydowanie jego życie będzie lepsze bez Uchihy. Nawet gdy znak zbladnie, Kakashi prawdopodobnie się nie domyśli.
Jednak na razie czysta nienawiść do Uchihy musiała mu wystarczyć. Tyle Itachi był mu w stanie zapewnić.
***
Itachi nie lubił się zastanawiać co, gdyby. Prawdopodobnie dlatego, że każda inna możliwość była lepsza niż obecna rzeczywistość. Gdyby Shisui dał radę wykonać swój plan i zmanipulować Uchihów do rozmów. Gdyby Danzo nie zabrał mu wtedy oka. Gdyby Itachi nie pozwolił Shisuiemu umrzeć. Gdyby powiedział Kakashiemu co Danzo kazał mu wybrać.
Praktycznie wszystko prowadziło do Danzo i Itachi nie mógł się pogodzić z tym, że gdyby nie ten człowiek, w tym momencie być może siedziałby z bratem i rodzicami przy stole w ich wspólnym domu. Zanim dowiedział się o znamieniu, brał całą odpowiedzialność na siebie, Danzo w końcu myślał o bezpieczeństwie wioski. Jednak teraz zastanawiał się, czy to było aż tak egoistyczne z jego strony by chociaż raz postawić swoje szczęście na pierwszym miejscu?
Uchiha nie zasługiwał na przebaczenie i doskonale o tym wiedział. W snach wracał do innej wersji Konohy, gdzie żył w spokoju, z grzechami wybaczonymi mu przez brata. Zdarzało się, że widział Shisuiego, wciąż żywego, żyjącego życiem, na które zasługiwał. Czasami widział Kakashiego, który chciał go jako swoją bratnią duszę.
Gdy budził się po takich snach, Itachi zastanawiał się które z tych rzeczy była bardziej niedorzeczna.
***
Parę lat później stanął do walki przeciwko Kakashiemu po raz kolejny. Itachi, a właściwie klon, był tam tylko by zmarnować ich czas. Więc kiedy Hatake zaatakował spod ziemi, Uchiha nie miał za wiele możliwości by skontrować atak. Złapał Kakashiego za rękę, a następnie za głowę i spojrzał na twarz mężczyzny. W oczach Hatake malowało się przerażenie i to nie z powodu wybronienia się Itachiego. Wzrok Kakashiego uciekał pod kołnierz płaszcza Uchihy. Itachi domyślił się co kopiujący ninja dostrzegł i spojrzał mu w oczy.
Stali naprzeciwko siebie w Tsukuyomi. Itachi zauważył, że w obu przypadkach były to tylko ich klony, Kakashi uczył się walki z nim za każdym razem.
– Nie wyglądasz na zdziwionego, Itachi. – powiedział Kakashi. – Rozumiem, że miałeś w planach zatrzymać tą informację dla siebie.
– Zawsze miałeś wyrobioną opinię w tym temacie, Kakashi. Można by powiedzieć, że spełniałem twoją wolę.
– Cóż, to nie jedyna informacja, którą miałeś zamiar zabrać do grobu, prawda?
Uchiha westchnął. Nie powinno dziwić go, że Hatake podejrzewał co wydarzyło się tamtego dnia. Skoro Itachi nie miał w planach szczególnie długiego życia, równie dobrze mógł wszystko powiedzieć Kakashiemu. Być może tyle był mu winien. Nie zmieniało to wiele, bo i tak nikt by w te wyjaśnienia nie uwierzył.
– Relacja pomiędzy moim klanem a wioską była cóż, co najmniej napięta. Uchiha planowali rozpocząć bunt, obalić rząd wioski, nie interesowały ich żadne rozmowy. Danzo też nie chciał łagodzenia konfliktu. Być może Trzeci chciał to rozwiązać pokojowo, ale nie za dużo zrobił w tym kierunku.
Itachi pomyślał o Shisuim, który był w stanie powstrzymać wszystko zanim wydarzyła się masakra. Zamknął oczy i westchnął.
– Danzo chciał zdusić konflikt w zarodku. Całkowicie pozbyć się problemu. Dostałem wybór. Albo sam pozbędę się problemu albo zrobią to za mnie, ale nie zostawią przy życiu kompletnie nikogo. – Itachi spojrzał Kakashiemu w oczy. – Więc podjąłem decyzję.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym? O to pytałeś kilka dni przed masakrą, prawda? Decyzja, gdzie nie ma dobrej opcji. Mogliśmy coś wymyślić.
Itachi uśmiechnął się smutno.
– Może. Shisui wiedział i skończył z zabranym okiem. Skończył martwy. Nie żebym nie doceniał twoich zdolności, ale mimo wszystko myślę, że był silniejszy niż ty. Jeśli mogłem uratować chociaż mojego brata to wybrałem jedyną pewną opcję, którą wtedy miałem. Teraz dam mu możliwość by przyszedł po swoją zemstę. Będzie bohaterem dla wioski.
– I dać się zabić za to, że działałeś z rozkazu?
– Zabiłem całą jego rodzinę, zostawiłem samego jako dziecko-
– Sam byłeś dzieckiem, Itachi. – przerwał mu Kakashi. – Czy naprawdę uważasz, że to jest to na co zasługujesz?
– Tak. Uważam, że to jest to na co zasługuje Sasuke. Ma prawo wymierzyć sprawiedliwość na zabójcy swojej rodziny.
– Naprawdę uważasz, że Sasuke będzie tym ukontentowany? – Kakashi spytał. – Myślisz, że nigdy nie dowie się prawdy? Bo jeśli się dowie, a dowie się na pewno, będzie nienawidzić wszystkich, którzy są odpowiedzialni za twój rozkaz. Pójdzie tam po swoją zemstę, ale okaże się, że to mu nie wystarczy. Będzie nienawidzić siebie za to, że ma twoją krew na rękach, za to, że pozbawił życia ostatniego członka swojej rodziny. Twoja śmierć nie przyniesie mu spokoju, ona będzie jego punktem zapalnym.
– I co uważasz, że mam zrobić? Zachowujesz się jakby to było okropnie łatwe.
– Powiedzieć mu prawdę, Itachi. Nie obiecuję, że Sasuke ci uwierzy. Prawdopodobnie nie, ale on ma prawo wiedzieć, co naprawdę się stało. I powinien usłyszeć to od ciebie. Pewnie sam bym ci nie uwierzył na jego miejscu, ale on zasługuje na prawdę. Możemy pójść spotkać się z Piątą, wszystko jej powiedzieć.
– I myślisz, że ona mi uwierzy? Nie podejrzewałem cię o naiwność, Kakashi.
– Danzo zawsze robił podejrzane ruchy. A obecnie jest na cichej ścieżce wojennej z Piątą. Pójdę z tobą i potwierdzę twoją wersję wydarzeń.
Itachi westchnął. Nie wiedział czy to więź czy cokolwiek innego spowodowało, że powiedział, że w takim razie będzie czekał na niego w jednej z wiosek niedaleko Konohy. Kakashi wyglądał, jakby nie rozumiał czemu dopiero tam. Pewnie się jeszcze nie domyślił.
Po tym jak opuścili Tsukuyomi, Naruto zaatakował Itachiego. Kiedy zamiast ciała Uchihy znaleźli ciało jonina z Piasku, Kakashi dostał odpowiedź na swoje niezadane pytanie.
***
– Szukasz kogoś konkretnego? – odwrócił się, słysząc za sobą głos należący do Uchihy. Postać w kapturze siedziała pochylona nad kubkiem herbaty i dango. Itachi podniósł głowę i lekko machnął ręką w swoim kierunku. Kakashi podzszedł i usiadł naprzeciwko niego.
– Rozmawiałem z Piątą. – Itachi spiął się na te słowa. – Chciałaby z tobą porozmawiać.
– I zabić zaraz po tym? – spytał Uchiha. – Myślisz, że jak zjawię się w wiosce kilka lat po masakrze i powiem, że działałem na rozkaz osoby, która nadal jest w Radzie, Piąta stwierdzi, że wszystko w porządku i wszystkie zbrodnie są mi oficjalnie wybaczone? Trzeci był jedynym poza nimi, który wiedział i nie chciał tej masakry. Jego już nie ma, więc nie ma też nikogo kto by mógł potwierdzić moją wersję.
– Dlatego spotkamy się wyłącznie z Piątą. – Kakashi westchnął. – Tsunade nie ufa ci, ale nie ufa też Danzo.
– Kakashi, powiedz mi szczerze. Wierzysz mi przez więź, czy naprawdę jesteś przekonany, że zrobiłem to na rozkaz Danzo?
Hatake ujął dłoń Uchihy. Itachi powstrzymał się przed wzdrygnięciem się. Od dziecka był uczony by odpowiedzieć atakiem na każdy dotyk. Można też pominąć fakt, że Itachi doliczył się już pięciu możliwych ucieczek bez zabijania Kakashiego, nie licząc tych, gdzie mężczyzna padłby trupem.
– Nie wiem. Zawsze wydawało mi się bez sensu to co zrobiłeś. Zabiłeś cały swój klan, ale nie zabrałeś im oczu, zostawiłeś Sasuke przy życiu. Nigdy nie potrafiłem znaleźć motywu. Ale tak, więź podpowiada mi, że mnie nie okłamujesz.
Itachi dopił herbatę i westchnął.
– Dobrze. Spotkajmy się z Piątą.
***
Był późny wieczór, gdy Kakashi prowadził Itachiego do Konohy. Chociaż nikt z shinobi Liścia nie powinien sprawiać mu problemów, obawiał się, że skrytobójcy z Korzenia mogą obserwować każdy jego ruch. Gdyby poszedł z ukrytą pod płaszczem osobą do gabinetu Hokage, prawdopodobnie Danzo pojawiłby się za drzwiami w przeciągu kilku minut. Miał zamiar udać się do swojego mieszkania, w którym Tsunade miała już na nich czekać.
– Nie używaj Sharingana, jeśli nie będzie to naprawdę konieczne. – wyszeptał Kakashi.
Gdy zbliżali się do bramy Konohy owinął rękę wokół talii Itachiego. Nikt ze strażników nie powinien kwestionować tego z kim wchodzi jonin wioski. Jednakże, jeśli byli obserwowani, ludzie raczej pomyślą, że przyszedł z dziewczyną do towarzystwa. Wśród nie tak małej grupy starszych shinobi była to częsta praktyka by przyprowadzić kogoś na jedną noc, zamiast szukać partnera na stałe. Hatake podziękował im w duchu za ich brak powściągliwości.
Kakashi kiwnął głową w kierunku patrolujących wejście. Po ich uśmiechach mógł stwierdzić, że będzie to jutro tematem rozmów wśród shinobi wioski Liścia. Hatake pochylił się i przyłożył twarz do głowy Itachiego, by jak najbardziej zasłonić Uchihę przed wzrokiem strażników. Mógł wyczuć na twarzy przyspieszony oddech młodszego mężczyzny.
– Teraz to na pewno będą mówić. – westchnął cicho Kakashi, gdy byli kilka ulic od bramy miasta. Itachi zaśmiał się lekko.
– Mogłem też wejść bez tego płaszcza.
– Zawsze musisz wzbudzać kontrowersję, gdy się tu pojawiasz? – powiedział rozbawiony.
Gdy weszli do mieszkania Kakashiego, Tsunade już na nich czekała. Siedziała na fotelu, a za nią stało dwóch skrytobójców z ANBU. Wszystkie okna były zasłonięte, tylko w salonie świeciło się delikatne światło.
– Piąta. – Kakashi skłonił się.
– Itachi. – powiedziała Tsunade. Uchiha skinął głową. – Nie będę pytać cię, co się stało kilka lat temu, nie powiesz mi nic innego niż Kakashi. Ci ludzie są wciąż tak samo martwi.
Kobieta pochyliła się do przodu opierając łokcie na kolanach.
- Potrzebuję niepodważalnego dowodu, że Danzo wydał ci rozkaz. – kontynuowała Piąta. - Jeśli go dostanę, osobiście oczyszczę cię ze wszystkich zarzutów i usunę twoje imię z listy zbiegów. Oprócz tego, mam tylko jedno pytanie. Nie pytam o to ze względu na siebie. Czy jesteś w stanie przekonać do powrotu Sasuke? Ostatecznie w jego głowie to ty jesteś jego jedynym celem.
Uchiha przełknął.
– Nie sądzę, Piąta. Wątpię nawet w to, że Sasuke mi uwierzy.
Tsunade skinęła głową. Oczekiwała tej odpowiedzi.
– Jeśli jego wiara jest problemem, niech Sasuke oskarży Danzo. Ogłosimy we wiosce, że nie żyjesz, a twoje ciało spaliliśmy dla pewności. – Tsunade spojrzała na Kakashiego. – Stworzymy warunki, by Danzo myślał, że nikt go nie obserwuje. Skoro chciał cały klan martwy, prawdopodobnie spróbuje też zabić Sasuke, jeśli dostanie taką możliwość. Wybór należy tylko do twojego brata. Jeśli będzie chciał go spotkać, a ty mówisz prawdę, to wyciągnie te informacje. Od ciebie zależy co zrobisz Itachi.
Tsunade wstała i skierowała się do drzwi.
– Wybierz co chcesz, Itachi. Nie będę cię do niczego zmuszać. Kakashi poinformuje mnie o twojej decyzji. Na dole będzie czekać ktoś z ANBU by eskortować cię poza wioskę.
– Co zamierzasz zrobić? – zapytał Hatake, gdy Tsunade i skrytobójcy opuścili mieszkanie.
– Nie wiem, Kakashi. Pozwolę Sasuke wybrać. Jeśli będzie chciał mi wybaczyć i pójść do Danzo to niech tak będzie. Jeśli będzie chciał mnie zabić, to mu na to pozwolę. Tamtego dnia wybrałem, że to Sasuke wymierzy mi sprawiedliwość za to co zrobiłem i zdania nie zmienię.
Hatake skinął głową. To i tak więcej niż myślał, że uda się osiągnąć.
– To może być ostatni raz, kiedy się widzimy. – Itachi spojrzał na twarz Kakashiego. – Chciałbym zrobić jedną rzecz przed tym.
Uchiha podszedł bliżej drugiego mężczyzny i pocałował go lekko w policzek. Nie wiedział, czy powinien sobie na coś takiego pozwalać. Z drugiej strony, niedługo i tak będzie martwy. Co za różnica.
Gdy odsunął się, Kakashi zsunął maskę, uniósł podbródek Itachiego i pocałował go. Nie było w tym żadnej mitycznej pasji z opowieści. I dobrze. Lepiej mu było umierać, wiedząc, że nie będzie komu go żałować. Prawdopodobnie Kakashi zrobił to pod wpływem więzi, a nie własnych uczuć. To było by raczej nieprawdopodobne, zwłaszcza dla kogoś kto był wojownikiem. Nie powstrzymało to Uchihy przed położeniem dłoni na karku Kakashiego. Prawdopodobnie jego paznokcie zostawią drobne wklęśnięcia na jego skórze. Hatake zacisnął dłoń na talii Itachiego.
– Wyślę do ciebie kruka. – wyszeptał Itachi z wargami wciąż przy ustach Kakashiego. Szybko pocałował go po raz ostatni.
***
– Nie powiedziałeś mu, prawda? – Tsunade stała oparta pod ścianą. Skrytobójcy nie patrzyli na nich, skierowani byli w kierunku ulicy.
– O czym? – zapytał Itachi.
– Że nie masz zamiaru wrócić żywy.
– Powiedzmy, że nie wyraziłem tego dosłownie.
– Tu nawet nie chodzi o to czy Sasuke cię zabije, nie mylę się? – powiedziała Tsunade. – Ty umierasz.
Itachi westchnął. Nie było co ukrywać przed medyczką.
– Chcę ci tylko powiedzieć Itachi, że prawdopodobnie jestem w stanie cię wyleczyć. Prawdopodobnie nie całkowicie, zniszczenia jestem w stanie ocenić już teraz. Nie wiem jak długi proces to może być, ale jest to możliwe. Przydasz się bardziej żywy, Itachi. Wiosce i bratu.
Piąta podniosła lekko dłoń w jego kierunku, jakby czekając na zgodę. Uchiha stał spokojnie patrząc jej w oczy.
Tsunade przyłożyła mu rękę do czoła. Poczuł wewnątrz działanie jej jutsu. Stwierdził, że nie będzie się z nią kłócił o to, że marnuje na niego czakrę.
***
- Szczerze? Nawet nie wiesz jak zły byłem jak dowiedziałem się, że nie żyjesz. – powiedział Sasuke kpiąco. – Że dałeś się wykończyć jakiemuś marnemu shinobi z Konohy, zanim przyszedłem po ciebie.
Stali na ruinach pałacu poprzedniego lorda kraju ognia. Podczas jednej z wojen, zdrajcy wysadzili ten budynek, zabijając całą służbę, dwór i dziedzica. Obecnie były to tylko wyszczerbione resztki murów, spękany kamień i krzywy bruk. Wszystko inne poszło z dymem lata temu.
Światło księżyca uwydatniało w Uchihach tę aurę szaleństwa. Ciemność podkreślała brak litości we wzroku członków klanu. Być może noc była bardziej wybaczająca dla shinobi. Być może po prostu jej to nie obchodziło.
Śmierć jest bardziej znośna, gdy jej nie widzisz. Łatwiej jest odbierać życie, gdy nie widzisz świeżej krwi błyszczącej od słońca czy wylewających się wnętrzności. Do krzyków i smrodu trzeba się jednak przyzwyczaić.
- Nigdy bym ci tego nie zrobił. – na twarzy Itachiego można było dostrzec kpiący uśmiech. Jednak po chwili spoważniał. – Mam dla ciebie ofertę.
Sasuke roześmiał się.
- I myślisz, że przyjąłbym od ciebie cokolwiek? Musisz być napra-
- Zamknij się. – przerwał mu chłodno Itachi. – Chyba, że nie chcesz wiedzieć co się wydarzyło tamtej nocy.
- Co się miało wydarzyć?! – wykrzyczał Sasuke, wyciągając katanę. – Zabiłeś ich wszystkich!
Włosy Itachiego rozwiewał silny wiatr. Sasuke nie wiedział jak, ale jego brat zawsze był w stanie roztaczać morderczą aurę wokół siebie tylko swoją obecnością. Nigdy nie przyznałby na głos, jak bardzo ona sama potrafiła wzbudzać w nim strach.
- Daję ci jedyną szansę, dowiedzieć się prawdy. Nie ode mnie, bo mi byś nie uwierzył. – Itachi spojrzał w oczy bratu. – Od Danzo.
Oczy Sasuke rozszerzyły się. Nie był w stanie się poruszyć. Nagle poczuł podmuch wiatru po swojej lewej stronie. W jego bark wbiły się palce jego brata, jak szpony drapieżnego ptaka wbijają się w jego ofiarę. Sasuke nie potrzebował wiedzieć, czy Itachi potrafił rozerwać ciało wroga, tak jak kruk rozrywa dopadniętą padlinę.
- Powiesz Danzo, że wszystko wiesz. Że zrzuciłem na niego odpowiedzialność zanim mnie zabiłeś. – głos Itachiego był zimny, monotonny. – I że teraz przyszedłeś po niego. – Sasuke był pewien, że wzrok starszego Uchihy przeszywał jego duszę na wskroś. Tyle lat, a Itachi wciąż wzbudzał w nim ten sam lęk. – Nie zmuszę cię byś się z nim spotkał, więc pewnie i walczył. To całkowicie twoja decyzja.
Sasuke poczuł, że znowu może się ruszać. Wziął zamach kataną i przeciął Itachiego na pół. Jednak w momencie, w którym ostrze zetknęło się z mężczyzną, ciało rozleciało się na czarne pióra.
Nie żeby wierzył w cokolwiek zdrajcy swojego klanu, ale czy coś mu szkodzi spotkać się z Danzo.
***
Słońce paliło skórę Sasuke. Stał przed mostem, opierając katanę o ziemię.
- Chyba wiesz czemu tu jestem.
Danzo uśmiechnął się bezczelnie.
- Nie wiem. Chcesz dobrowolnie oddać się w ręce sprawiedliwości?
Bezlitosny uśmiech pojawił się na twarzy Sasuke.
- Co ci powiedzieli o Itachim? A może widziałeś ciało?
Danzo tylko uniósł brew.
- Zanim zdążył się wykrwawić, powiedział mi wystarczająco dużo. Wystarczająco by teraz przyjść po ciebie. – Sasuke wyciągnął katanę przed siebie. – W końcu jesteś za to wszystko odpowiedzialny.
- Okłamał cię, żeby się uratować. – powiedział Danzo spokojnie.
- Och to ciebie okłamano. Wasi ninja znaleźli tylko trupa z wydłubanymi oczami. – Sasuke nie wiedział jak długo będzie musiał blefować. Miał nadzieję, że stary dziad złamie się tak szybko jak się da. - Być może był tylko marną bronią w twoich rękach, ale w moich oczach nie zasłużył na wybaczenie. A skoro już tu jestem. – Sasuke poprawił katanę w dłoni. – Dokończę to, co zacząłem.
Danzo westchnął i pokręcił głową.
W tym momencie na Sasuke wyskoczył shinobi w masce ANBU. To nie tak, że Uchiha był nieświadomy jego obecności. Byłby raczej zdziwiony, gdyby Danzo poruszał się bez obstawy. Chakra mężczyzny byłaby niewyczuwalna, gdyby nie fakt, że użył jej by schować się pod mostem. W końcu ciężko o inną kryjówkę na środku rzeki.
Sasuke nie miał ochoty marnować swojej energii na bezsensowne walki. Przyszedł tu po odpowiedzi, których stary dziad nie chciał mu dać po dobroci. Każda minuta zmarnowana na odbijanie ataków przydupasów Danzo, oddalała go od odpowiedzi.
Pierwszy ninja odciągnął Sasuke prawie do zejścia z mostu. Uchiha zdążył go zostawić nieprzytomnego, gdy poczuł napływ chakry obok siebie.
Nie byłby w stanie uniknąć tego ataku. Był tego pewien. Gdy obrócił się, zobaczył członka ANBU nabitego na katanę Kakashiego.
Hatake sam był w stroju o wiele bardziej przypominający ten ANBU niż jonina, jednak nie miał na sobie maski zwierzęcia. Kakashi spojrzał tylko na Sasuke, wycierając broń z krwi, ale nic nie powiedział. Młodszy Uchiha stwierdził, że właściwie nie obchodzi go co robi Hatake, tak długo jak nie wchodzi mu w drogę. A jeśli zamierzał być chwilowym sojusznikiem, niech i mu będzie.
Danzo zdawał się być mało zaskoczony, ale wciąż pokręcił głową na jego widok. Był w trakcie otwierania czegoś na swojej ręce.
- Atakuj go, póki możesz. – syknął Kakashi do Sasuke.
- Wiesz, że za atak na władze wioski karą jest śmierć? – zapytał Danzo. Kakashi wzruszył ramionami. Sięgnął po opaskę na swoim czole i ściągnął ją całkowicie, zrzucając ją na ziemię. Hatake podniósł wzrok, a w jego oku był aktywny Mangekyou.
- To nie jest mój obecny problem. – powiedział Kakashi. W tym momencie na Sasuke, rzucił się kolejny ninja, jednak Hatake bez problemu zagrodził mu drogę. Młodszy Uchiha wyminął ich i wycelował kirin w Danzo.
Atak tego typu powinien zabić człowieka.
- Już nie ma takich shinobi jak kiedyś. Wtedy każdy ninja był lojalny swoim panom. – powiedział Danzo, stojąc na kolumnie mostu. Sasuke natychmiast odwrócił się w jego stronę. To było niemożliwe. Przecież trafił go, prawda? Uchiha obejrzał się na Kakashiego. Mężczyzna też patrzył z niedowierzaniem.
- Co…
- Szczerze, nie podejrzewałem Itachiego o taką nielojalność. Zawsze myślałem, że rozumie drogę shinobi.
- Czyli wszystko co zrobił było z twojego rozkazu?!
- Nie on pierwszy nie ostatni. – powiedział Danzo, aktywując kolejną technikę. Większość metalowych obręczy wciąż spoczywała na jego ręce.
Próżniowe pociski poleciały w kierunku Sasuke. I choć Sharingan pomógł mu uniknąć większości z nich, to część trafiła w chłopaka. Uchiha zacisnął rękę na ranie na przedramieniu. Danzo zaczął otwierać kolejną z obręczy, więc Sasuke pobiegł w jego kierunku. To stało się oczywiste, że próbował go trzymać z dala od siebie. Mężczyzna utworzył kulę ognia, lecz zniknęła ona zanim miała szansę polecieć w stronę Sasuke.
Kilkanaście metrów dalej Kakashi stał pochylony, opierając dłonie o kolana. Niestety nie posiadał zbyt dużej ilości czakry by od razu użyć Sharingana po raz kolejny. Miał nadzieję, że chłopak sobie poradzi. W tym czasie i tak musiał utrzymywać członków Korzenia z dala od Sasuke, jeśli jeszcze jacyś się pojawią.
Sasuke w tym czasie wykorzystał okazję oraz zszokowanego Danzo by wykonać kontratak. Pojawił się za nim i podciął mu gardło. Mężczyzna padł na kolana, by sekundę później całkiem upaść na ziemię.
- Nie spodziewałem się tego, przyznam szczerze. Ale nie martw się, już naprawiam mój błąd.
Sasuke odwrócił się natychmiast, wciągając głośno powietrze. Ledwo zdążył odbić kunai, lecący w jego stronę. Danzo był już przed nim z bronią w dłoni. Uchiha poprawił katanę w dłoni i parował kolejne ciosy. Danzo dyktował tempo i wyprowadzał ataki. Przez to, że był wzięty z zaskoczenia, Sasuke mógł tylko się bronić. Musiał szybko coś zrobić by uzyskać przewagę.
Na ziemi nie było już martwego ciała, a przecież Uchiha podciął mu gardło kilkanaście sekund temu. Co do cholery?
Bo kilku ciosach, na twarzy Danzo malowało się przerażenie, a on sam zastygł w bezruchu. Sasuke zauważył to i bez większego zastanawiania się, przeciął ciało mężczyzny na pół.
Krew rozprysła się na ubranie Uchihy, a pod jego stopami była już kałuża krwi z martwym ciałem. Sasuke wziął kilka głębokich wdechów, po czym odwrócił się.
Na moście stał Itachi w płaszczu Akatsuki, który tak jak jego włosy, poruszał się na wietrze. Jego starszy brat wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał Danzo. Itachi spojrzał na Sasuke z tą samą powagą na twarzy, oczy wciąż błyszczały się szkarłatem.
Młodszy Uchiha zacisnął mocno oczy i pokręcił głową. Nie, nie był na to gotowy. Odwrócił się i szybkim krokiem odszedł.
- Nie powinniśmy go zatrzymać? – zapytał Kakashi, stając obok Itachiego. Starszy Uchiha pokręcił głową.
- Sam mnie znajdzie.
***
Kakashi i Itachi siedzieli na obalonym drzewie przy rozpalonym ognisku. Było już pewnie koło północy, więc jedynym źródłem światła był teraz ogień przed nimi.
Parę dni temu Tsunade ogłosiła Itachiego bohaterem wioski. Znaczyło to, że nie tylko starszy Uchiha zostanie wykreślony z listy poszukiwanych ninja, ale również, że może do niej wrócić.
Jeszcze nie tak dawno to było coś co rzeczywiście pragnął. Teraz wpatrywał się w płomienie, nie czując szczęścia, które myślał, że przyjdzie po tym. Może miało to związek z Sasuke, który nadal się nie odezwał. Gdy jako trzynastolatek podjął decyzję o wybiciu klanu, wiedział, że on i Sasuke już nigdy nie wrócą do dobrych relacji. Zresztą, jego brat miał się nigdy nie dowiedzieć.
Nie lubił o tym myśleć. Z czasem do głowy przyszły mu inne rozwiązania, ale gdy był dzieckiem nie umiał ich dostrzec.
Itachi sam nawet nie był pewien co by chciał. Wtedy plan był prostszy. Sasuke zabije go i zostanie bohaterem wioski. Teraz? Nie miał pojęcia co jego brat zrobi. Nie chciał wracać do wioski, jeśli jego brat nie ma zamiaru również tam wracać.
Uchiha wbił paznokcie w swoje przedramiona.
- Strasznie głośno myślisz. – powiedział Hatake, nie odwracając wzroku od płomieni.
Itachi spojrzał na Kakashiego. Mężczyzna dołączył do niego trzy dni temu. Przez ten czas prawie wcale nie rozmawiali i Uchiha był mu za to wdzięczny. Głównie podróżowali w ciszy, a gdy jeden spał, drugi trzymał wartę. Kakashi musiał nie zabrać opaski, którą zrzucił podczas walki, więc teraz część włosów opadała mu na twarz. Wyglądali razem jak dwóch zbiegów i w sumie nie było to dalekie od prawdy.
- Po prostu… - zaczął Itachi, po czym westchnął.
- Nie musisz się tłumaczyć.
Kakashi przysunął się do niego i objął go ręką w talii, a drugą owijając wokół jego ramienia. Ciało Itachiego spięło się od niespodziewanego dotyku. Musiał też nieświadomie aktywować Sharingana.
Uchiha zdał sobie sprawę, że odkąd był dzieckiem nikt go nie przytulał. Teraz ta czynność wydawała się dla niego dziwnie obca. Od momentu, gdy został shinobi, każdy dotyk podświadomie kojarzył mu się z atakiem. Ludzie nie próbowali się do niego zbliżyć z dobrymi intencjami. Przynajmniej nie okaleczył Kakashiego w momencie, w którym niespodziewanie go dotknął, więc zaliczał to jako sukces.
Itachi położył delikatnie dłonie na plecach Hatake, gdy ten poprawiał głowę na jego ramieniu. Usłyszał jak Kakashi wypuszcza powietrze i zdał sobie sprawę, że sam wstrzymywał oddech.
Przycisnął trochę mocniej dłonie i głowę do ciała Kakashiego i dezaktywował Sharingana. Nie mógł powiedzieć, że czuł się szczęśliwy, ale pierwszy raz od dawna czuł spokój. To mu wystarczyło.
I jeśli zauważył ruch w lesie niedaleko nich, nie dał po sobie poznać.
***
- Miałeś nadzieję, że cię nie zauważę? – zapytał pogodnie Itachi. – Musisz jeszcze nad tym popracować w takim razie.
Było tu całkowicie ciemno, jedynym źródłem światła był księżyc nad ich głowami. Nie było słychać nic oprócz szumu rzeki.
Itachi przekrzywił głowę i uśmiechnął się lekko. Sasuke zniknął od razu po śmierci Danzo, a starszy Uchiha nie planował go szukać. Nie było po co, jego brat mógł go znaleźć, jeśli chciał. I najwidoczniej chciał właśnie teraz.
- Miałeś mnie zauważyć. – powiedział zimno Sasuke.
- Jaki jest twój plan w takim razie? – Itachi zauważył, że jego brata niesamowicie denerwuje jego podejście.
- A co, jeśli ci powiem, że zamierzam cię zabić? – powiedział szyderczo Sasuke.
Itachi rozłożył ręce, patrząc w oczy bratu.
- Proszę bardzo.
Obok głowy starszego Uchihy przeleciał kunai, lecz ten nawet się nie wzdrygnął. Itachi wpatrywał się w Sharingany brata, jakby czekał na realny atak.
- Nie masz zamiaru nawet się bronić? Atakować?! – krzyknął Sasuke.
W tym momencie młodszy Uchiha poczuł obecność czakry po swojej lewej stronie i ledwo uniknął kopnięcia. Na twarzy Itachiego pojawił się kpiący uśmiech.
- Jak sobie życzysz.
Itachi wyprowadził w jego kierunku jeszcze kilka ataków. Jednak cała jego postura zdradzała, że nie jest w tej walce całkowicie poważny. Sasuke zatrzymał się kilkanaście metrów od niego.
- A jednak nadal nie masz zamiaru.
- Jaki jest twój zamiar, Sasuke? Chcesz mnie zabić czy nie?
Młodszy Uchiha zacisnął oczy i padł na kolana, trzęsąc się.
- Nie wiem! – krzyczał, wbijając sobie palce w ramiona. – Nic już nie wiem. Wiem, że wciąż cię nienawidzę. – Sasuke spojrzał Itachiemu w oczy. – Część mnie chce ci wybaczyć, ale część mnie wciąż chce cię martwym. I sam siebie za to nienawidzę.
Itachi nic mu nie odpowiedział. Skinął tylko głową.
- Kim on dla ciebie jest? – zapytał cicho Sasuke, wbijając wzrok w ziemię.
- Jestem przekonany, że zdążyłeś się domyślić. – odpowiedział Itachi.
- Kim on dla ciebie jest?! – krzyknął chłopak, podnosząc się z kolan.
Itachi westchnął. Sasuke zaczął wykonywać znaki dłońmi i biec w kierunku brata. Starszy Uchiha odskoczył, gdy zauważył rozbłysk błyskawic. Wyrzucił kilka Shurikenów w stronę brata, aby trochę go spowolnić. Uniknięcie takiego ataku nie było problemem dla użytkownika Sharingana, ale wystarczyłoby wybić go z rytmu i dać Itachiemu chwilę na unik i przejście do kontrofensywy. Więc kiedy Sasuke wbijał chidori w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał jego brat, starszy Uchiha pojawił się tuż za nim. Sasuke wyczuł jego czakrę w ostatnim momencie i przewrócił się na bok by zrobić unik. Jednak Itachi atakujący z wyskoku zdążył rozciąć materiał jego płaszcza. Młodszy Uchiha wykonał kulę ognia by zwiększyć odległość między nimi.
Syknął, kiedy spróbował wstać. Prawdopodobnie Itachi zdążył rozciąć mu skórę na plecach.
- Jeśli chcesz wiedzieć to Kakashi o niczym nie wiedział. Na pewno nie wtedy, gdy był twoim nauczycielem.
- Jak długo wiesz? – Sasuke warknął, jednak z jego ust wydobył się syk bólu. Wyciągnął kolejny kunai. – Jak długo on wie?
- Będzie już kilka lat… - zaczął Itachi, gdy Sasuke rzucił się na niego, rozcinając mu gardło.
Oczy starszego Uchihy rozszerzyły się. Słychać było tylko jak próbuje wziąć oddech, jednak z mizernym skutkiem. Złapał przedramię brata, padając na kolana. Wzrok Sasuke błądził w panice po twarzy Itachiego. Chłopak wbił palce w jego ramiona tak mocno, że naciskając odrobinę mocniej połamałby mu kości.
Sasuke zaczął panikować coraz bardziej gdy ciało jego brata zaczęło powoli wiotczeć w jego uścisku. To nie było możliwe by Itachi dał się zabić tak prostym atakiem. Zwykły shinobi dałby radę się uchronić przed takim ciosem, a co dopiero użytkownik sharingana.
- Sasuke… - głos Itachiego był ledwo słyszalny. Kiedy się odezwał z jego ust prysnęła krew na płaszcz Sasuke. Między nimi zaczęła tworzyć się czerwona kałuża. Itachi z trudem obrócił twarz w prawą stronę. Młodszy Uchiha podążył wzrokiem za jego ruchem.
Kilka metrów od nich stał Itachi z kamienną twarzą i ręką opartą o zapięcie w płaszczu. Wciąż cholernie żywy. Sasuke szybko odwrócił wzrok.
Itachi przed nim wciąż brudził wszystko krwią wypływającą z jego szyi. Podniósł wzrok na twarz brata.
Sasuke ledwo zdążył odskoczyć, gdy pierwszy z kruków wyrwał się z klatki piersiowej brata lecąc ślepo przed siebie. W przeciągu paru sekund ciało Itachiego rozpadło się na drące się wniebogłosy ptaki, a cała krew zmieniła się w czarne pióra.
- Jak ja ciebie kurwa nienawidzę. – wyszeptał Sasuke wbijając wzrok w brata.
Itachi wzruszył ramionami.
- Nie dałeś mi dokończyć… – Sasuke wbiegł na niego z kataną w ręku. Itachi uniknął tego bez żadnego problemu.
- Tsk. Nie zadawaj pytań, jeśli nie chcesz odpowiedzi. – mruknął starszy Uchiha.
- Dokończ. A potem ja dokończę, to co zacząłem.
- Jak chcesz. – Itachi wzruszył ramionami. – Ja wiem od kilku lat. Nigdy nie miałem zamiaru o tym komukolwiek wspominać. Kakashi wie może miesiąc? Nie wiem, dlaczego to jest dla ciebie wa-
- Czy on cię zmusił, żeby powiedzieć prawdę?
- Nie zmusił mnie do niczego-
- Ale powiedziałeś mi ją przez wzgląd na niego?
- Sasuke…
- Przestań! – krzyknął chłopak, opuszczając katanę. – Nie uważasz, że zasługiwałem znać prawdę? Po wszystkim… nawet na tyle…
- Sas-
Młodszy Uchiha obrócił się i podniósł rękę, wskazując by Itachi przestał. Mężczyzna nie poruszył się, obserwował tylko jak jego brat oddala się. Chłopak prawdopodobnie próbował ukryć trzęsące się ręce. Itachi stwierdził, że jeśli Sasuke będzie gotowy mu wybaczyć albo chociaż porozmawiać to znowu przyjdzie. Zasługiwał na tyle czasu, ile tylko potrzebował.
Itachi obrócił się i przeszedł kilkadziesiąt metrów. Zatrzymał się pod jednym z drzew i spojrzał w górę.
- Wygodnie? – powiedział do mężczyzny siedzącego na gałęzi.
Kakashi zeskoczył przed nim, oparł się o drzewo i wzruszył ramionami.
- Nie chciałem przeszkadzać w… - Kakashi wykonał jakiś bezsensowny ruch ręką. – Aktywnościach rodzinnych. Ocieplaniu relacji.
Itachi pokręcił głową, przygryzając uśmiech.
- Idiota.
Kakashi przekrzywił głowę, po czym wydał z siebie cichy śmiech.
- Zapewne.
