Chapter Text
Gdzieś tam, w odległej galaktyce, istniała planeta, Pynyx. Była planetą z wielką ilością kryształów, które się mieniły od światła gwiazd, ponieważ słońca w pobliżu nie mieli i tylko gwiazdy rozświetlały tą nieskończoną się noc. Na tej planecie mieszkały Onyxianie, był to potężny naród, a ich władczyni, Anyxo XIX, nazwana Wielką, miała 5 par rąk, 4 pary nóg, 3 wielkie, czerwone oczy oraz ogon skorpiona z trucizną. Jej naród był słynny, nie tylko z kryształów ale także z Wojska, siły i inteligencji. Podbili mnóstwo planet, a mieszkańców zmuszali do posłuszeństwa. Dzięki ich inteligencji mogli wymyślić taktykę wojenną w parę sekund i zawsze wygrawali. Władczyni nie lubiła buntów oraz żeby jakieś obce istoty zamieszkiwały ich planetę. Bała się bowiem o swojego syna i następcę tronu. Lecz, to co jej sługa powiedział bardzo ją zaskoczyło.
-Ohhh, moja kochana władczyni, mam dla ciebie dobre i złe wieści!!!- Powiedział sługa, pędząc do sali tronowej.
- Czyżby moja flota wygrała walkę z tymi buntownikami, ale ponieśli duże straty? - Zapytała, myśląc że to są te wieści.
- Nie moja droga. Dobre wieści, to takie że buntownicy się poddali, natomiast złe wieści, to że na naszej planecie pojawiły się nowe istoty i chcą z panią rozmawiać. - Odpowiedział sługa.
Te wieści bardzo ją oburzyły. Nie wiedziała co powiedzieć i co mogą zrobić intruzi. Wyobraziła sobie że jeśli jej syn się do nich zbliży, to może mu się coś stać i nie będzie następcy, a to jest dla niej najważniejsze. Nie zrozumcie mnie źle, ona jest kochającą matką ale to nie to samo co ludzka kochającą matka, ponieważ ich nadrzędne emocje to gniew i samolubność. I nie okazują sobie uczuć.
- Dobrze sługo, wysłucham ich- Władczyni podjęła decyzję o spotkaniu.
- Już, moja pani. - Sługa szybko wyszedł.
Wkrótce po wyjściu sługi, weszły obce istoty. Wyglądali na nie za silnych więc władczyni przestała się martwić.
- Moja Pani!!! Jestem Oskar Aktoan, człowiek z planety Ziemia!!! Ja i moji ludzie przybywamy w pokoju.. Nasza planeta, jest już przeludniona. Jedyne co chcemy to miejsce na nasze kolonie. Proszę bądź łaskawą, i daj nam żyć!!! - Rzekł Oskar
Po chwili namysłu władczyni odpowiedziała - Dobrze Oskarze. Pozwolę wam tu żyć pod warunkiem że nie będziecie ingerować w sprawy Onyxów. Zgoda? - Anyxo wiedziała, że jej lud nie będzie zadowolony.
- Oczywiście moja droga, co zawsze w najpiękniejsze szaty się ubiera!!! - Oskar był podniecony.
Szybko opuścili pałac zostawiając królową samą. Władczyni nie czuła się pewnie, nie dlatego że ludzie są na Pynyx, lecz dziwiło ją szybkie poddanie buntowników i ich uległość. To nie było w ich stylu.
