Work Text:
Padał letni deszcz taki, po którym za chwilę wyjdzie słońce i osuszy ziemię.
Shen Qiao siedział na tarasie. Wzrok miał utkwiony w dali. Zdawało się, że nie słyszał kroków starszego mężczyzny.
“A-Qiao, przeziębisz się.” powiedział, Yan Wushi. Krople spływały po dachu wprost na włosy ukochanego. Nie było zimno, lecz od deszczu mógłby się przeziębić.
Położył na jego ramionach koc. Nie zareagował.
“A-Qiao?”
Milczał, nie spojrzał nawet w jego stronę.
“A-Qiao czy coś się stało?” zapytał i usiadł koło niego, okrywając go szczelniej kocem.
Wciąż milczał.
Yan Wushi zmartwił się. Od kilku dni obserwował jak Shen Qiao popadał w coraz to dłuższą zadumę. Nie mówił mu nic, jeśli chciał coś przemyśleć nie będzie przeszkadzał. Siedzieli więc razem w milczeniu.
Objął go ramieniem, odsunął się. Chwycił go za dłoń, wyrwał się.
“A-Qiao…” zaczął, umilkł widząc łzy ukochanego.
Shen Qiao rzadko kiedy płakał, zwykle tłumił swoje emocje, lecz teraz czara się przelała.
Łzy spływały po jego jasnych policzkach. Na ten widok Yan Wushi czuł jak mu zaraz pęknie serce.
“Jak długo będzie to trwało?” zapytał taoista, wciąż nie patrzył na niego.
“Co będzie trwało?” nie rozumiał co może mieć na myśli.
“My. Kiedy się mną znudzisz?”
“A-Qiao o czym ty mówisz?”
“Pytam kiedy mnie zostawisz, porzucisz jak zepsutą zabawkę.”
Nie rozumiał skąd te pytania. Czy zrobił coś ostatnio co go uraziło?
“A-Qiao oddałem Ci swoje serce. Czemu miałbym Cię zostawić?”
Nie odpowiedział.
“A-Qiao” zaczął znowu. “Kocham Cię. Powiedz czy zrobiłem coś co sprawił Ci przykrość? Powiedz temu czcigodnemu.”
“Nie, teraz nie.”
Teraz nie czyli, wcześniej. Co on mu zrobił? Wiele rzeczy.
“A-Qiao…”
“Boję się, boję się, że ten piękny sen się skończy.”
“A-Qiao…”
“Kim dla Ciebie jestem?”
“A-Qiao…” ujął jego dłoń. “Jesteś jedyną osobą, o którą dbam na tym świecie. Wiem jaki byłem, jak Cię traktowałem. Lecz wiedz, że gdybym mógł, cofnął bym przeszłość.”
“Ale nie cofniesz!” krzyknął. “To się wydarzyło i koniec. Mówisz, że mnie kochasz, lecz czy mógłbyś tak mocno zmienić swe serce?”
Łzy leciały z jego oczu. Pierwszy raz Yan Wushi widział go tak rozgoryczonego.
“Byłem dla Ciebie wart tyle co bezużyteczny miecz, a teraz chcesz mi podarować cały świat!” chwycił go za przód szaty i krzyczał.
Yan Wushi pozostał nieruchomy. Tamte wydarzenia i jemu nie dawały spać. Żałuje, żałuje tego co zrobił. Myślał, że to już za nimi, że Shen Qiao mu wybaczył. Nie, jak mógłby mu wybaczyć coś takiego.
Widząc jego twarz Shen Qiao się zawahał, puścił jego szaty i cofnął się.
“Przepraszam.” wyksztusił.
“A-Qiao” powiedział, podchodząc do niego. “Żałuję tego co Ci robiłem. Gdy zrozumiałem jak ważny się stałeś dla mnie chciałem biec do Ciebie i błagać o wybaczenie. A-Qiao, chciałem na powrót uzyskać twoje zaufanie. Być przy tobie jako przyjaciel bądź ukochany. I jeśli masz wątpliwości, boisz się co będzie, wiedz, że zawsze będę przy tobie trwać.”
Shen Qiao na powrót zaszkliły się oczy. Wpadł w jego ramiona.
“Yan-lang przepraszam.” wydusił.
“Cii A-Qiao nie musisz mnie przepraszać.”
Nie odpowiedział wtulił się w niego jeszcze mocniej. Yan Wushi zniżył głowę i pocałował go w czoło.
“Yan-lang przepraszam za to co wcześniej mówiłem. Nie chciałem Cię zranić.”
“A-Qiao to nic, rozumiem.”
“Ja tak nie myślę, wiem jaki jesteś dla mnie, zmieniłeś się. Po prostu nie wiem skąd mi przyszło to do głowy.”
“A-Qiao nawet silni ludzie czasem mają dość. Następnym razem mów mi od razu co Ci na sercu leży. Dobrze?”
Shen Qiao kiwnął głową w odpowiedzi.
I tak jak po deszczu wychodzi słońce, tak troski Shen Qiao zostały rozwiane. Pocałunek jego męża osuszył wszystkie łzy.
