Work Text:
Jego mąż był w kuchni, siekał pomidory na sałatkę do obiadu. Gdyby to był każdy inny dzień pewnie by się do niego przyłączył. Postawił siatkę z zakupami na stole. Wziął głęboki wdech.
“Spotkałem dziś w sklepie moją Bratnią Duszę.” - powiedział. Yan Wushi zamarł, prawie upuścił nóż.
“Aha.” - odparł i powrócił do pracy.
Nie takiej reakcji się spodziewał, zwykłe “Aha” jakby mówił o tym, że się bułki skończyły.
“Dał mi swój numer.” - położył kartkę na stole. To przykuło jego uwagę, sięgnął po nią.
“Yu Ai.” - przeczytał. - “Zamierzasz się z nim spotkać?”
“Nie wiem.” - odparł cicho. Nie każdy miał szansę spotkać swoją Bratnią Duszę, niektórzy spędzali całe życie by ją znaleść, inni się poddawali a jeszcze inni wiązali się z nie Bratnimi Duszami. Takie związki rzadko kiedy przeżywały upływ czasu. On miał męża, którego kochał i choć nie są Bratnimi Duszami. Byli szczęśliwi, ufali sobie. A teraz spotkał kogoś kto był jego Bratnią Duszą. Może powinien dać mu szansę. Lecz kto by go lepiej traktował niż Yan Wushi?
Gdy Shen Qiao był młodszy nie zaprzątał sobie głowy znalezieniem Bratniej Duszy, jak ją znajdzie to w porządku, jeśli nie samotność zła nie jest. To Yan Wushi pierwszy się w nim zakochał i niemiłosiernie go podrywał. W końcu postanowił dać mu szansę, od nieznajomych z kawiarni, po przyjaciół aż w końcu do pary. Przeszli przez ten proces razem. Pięć lat temu wzieli ślub. Kochał go i nie spodziewał się, że spotkanie Bratniej Duszy wywróci to do góry nogami. Bo nawet jeśli byli sobie przeznaczeni, to nie znał tej osoby. Raz go spotkał supermarkecie, znał jego imię i numer telefonu i nic więcej. Nie mógł od tak poprostu wszystkiego rzucić, bo spotkał Bratnią Duszę. Z Yanem Wushi było podobnie. Nie od razu otworzył przed nim swoje serce. I nie było żadnych wyjątków, choćby i sam Aragorn z “Władcy Pierścieni” był jego Bratnią Duszą, musiał go poznać nim wpadnie w jego ramiona.
Bał się reakcji męża. Co sobie pomyśli, czy będzie zazdrosny, może go zostawi?
Yan Wushi wytarł ręce o ścierkę i spojrzał mu w oczy. Widać w nich było zaniepokojenie, lekko drżały i czy to były łzy?
“A-Qiao, chcę tylko twojego szczęścia” - zaczął. - “Wiedziałeś, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni a jednak dałeś mi szansę. Jeśli chcesz nie będę się sprzeciwiał. Ułatwię Ci rozwód.”
W jego głosie słychać było smutek. Shen Qiao spojrzał na niego z niedowierzaniem. Czy on oszalał? Jaki kurwa rozwód?
“Yan-lang…” - powiedział po chwili. - “Kocham Cię i nie chcę się z tobą rozstawać.”
Objął go i schował twarz w jego szyji. Yan Wushi odwzajemnił ten gest.
“Tak będzie lepiej.” - przekonywał.
“Dla kogo niby.” - mruknął.
“Dla Ciebie, oczywiście. Będziesz miał kogoś, kto będzie o Ciebie dbał i Cię kochał mocniej niż ja, lepiej niż ja.” - dodał ciszej.
Shen Qiao odsunął się od niego i fuknął:
“Nie gadaj głupot.”
“A-Qiao…”
“Chcę Ciebie, czego nie rozumiesz? To ciebie wybrałem.” - powiedział i na powrót go przytulił. - “Zresztą spójrz. Wyrzucę tą kartkę. Nie obchodzi mnie on.” - na jego oczach podarł i wrzucił do kosza wizytówkę.
…
Mijały dni zdążył zapomnieć o spotkaniu Bratniej Duszy. Któregoś dnia, miał do napisania raport z badań. Stwierdził, że pójdzie do swojej ulubionej kawairni, tam zaszyje się w jakimś kącie i go zrobi. Napisał tylko wiadomość do męża by ten się nie martwił gdzie jest, gdy wróci z pracy. Jak postanowił tak też zrobił. Kawiarnia nazywała się Szczyt Banbu, była jego ulubioną i wcale nie dlatego, że serwowano tam wyborną kawę i słodkie desery, a dlatego, że tam się pierwszy raz spotkali. Yan Wushi zwykł żartować: że Szczyt Banbu to miejsce, gdzie się to wszystko zaczeło. Często razem tu przychodzili, tak, że byli niemalże na ty z baristami.
Usiadł w kącie i odpalił laptopa, napisał kilka zdań, gdy poczuł, że ktoś mu się przygląda. Podniósł wzrok i zobaczył tego samego mężczyznę, którego spotkał w sklepie.
“A-Qiao to ty!” - wykrzyknął. Skrzywił się na to czułe powitanie, ale pokiwał głową. - “Mogę się przysiąść?”
Skinął głową. - “Nie sądziłem, że się jeszcze spotkamy.”
“Haha, ja myślałem, że zadzwonisz.”
Shen Qiao pokręcił głową. - “Mówiłem ci jestem zajęty.”
“Ale nie dla Bratniej Duszy.” - puścił do niego oczko.
Przewrócił oczami. Spojrzał na swoją dłoń, wokół małego palca dało się dojrzeć czerwoną poświatę, Yu Ai miał to samo. Niezaprzeczalny dowód, że byli sobie przeznaczeni.
…
Na stole stał kubek z herbatą, wystygła. Shen Qiao się uśmiechnął. Taki prosty gest a jednak dało się wyczuć płynącą miłość od osoby, która go zrobiła. Czyny mówią głośniej niż słowa.
Yan Wushi czekał na niego w łóżku z książką w ręku.
“Wróciłeś.” - powiedział, nieodrywając wzroku od tekstu.
“Tak, trochę się zasiedziałem.” - przyznał, podchodząc bliżej.
“Skończyłeś co miałeś zrobić?” - znał bowiem swojego męża, wiedział, że lubi pracować poza domem, gdy musi się skupić.
“Niezupełnie.” - odparł i usiadł na skraju.
“To znaczy?” - dopytał, zdjął przy tym okulary i odłożył książkę na bok.
Shen Qiao zmieszał się, nie wiedział jak mu o tym powiedzieć. Widząc to Yan Wushi położył mu dłoń na jego dłoni, dodając otuchy.
“W kawiarni spotkałem Yu Ai, wiesz Bra…”
“Tak twoją Bratnią Duszę, pamiętam.” - przerwał mu, wyraźnie rozdrażniony. - “Jak było?” - dodał, siląc się na uśmiech.
“W porządku. Dobrze nam się rozmawiało, wiele nas łączy.” - rozpromienił się Shen Qiao.
Z początku Shen Qiao chciał go olać, lecz im dłużej rozmawiali tym więcej było między nimi podobieństw. Uwielbiali tą samą porę roku, ten sam gatunek książek i filmów, obaj byli “rannymi ptaszkami”, kochali herbatę, ciszę i spokój. “W przeciwieństwie do Yana Wushi.” pomyślał Shen Qiao. Ich nie łączyło nic, prócz ogromnej miłości i troski o siebie nawzajem. Shen Qiao wolał potrawy słodkie, gdy Yan Wushi wytrawne. Shen Qiao wstawał wcześnie rano, podczas gdy Yan Wushi mógł spać i do jedenastej. Również, gdy gdzieś wychodzili, Shen Qiao wolał bardziej spokojne ciche miejsca, a jego mąż hałaśliwe i tętniące życiem. Kilka lat poświęcili na zrozumienie siebie nawzajem i swoich potrzeb. Nie pasowali do siebie od razu, jednak od pierwszej chwili poczuli, że to jest ta osoba, z którą chcą spędzić resztę życia. Nic nie jest nie możliwe, przekonał sie o tym Shen Qiao, bo choć wiele razy chcieli się rozstać to jednak zawsze znajdowali sposób by zażegnać kryzys. Komunikacja była kluczem.
Teraz też, widząc zbolałą minę męża Shen Qiao powiedział:
“Ale nie martw się, bo nawet jeśli jest moją Bratnią Duszą to znam go zbyt krótko, by oddać swoje serce. To Ciebie pragnę.” - i na dowód pocałował go.
Yan Wushi zamarł. Shen Qiao rzadko kiedy inicjował jakikolwiek kontakt. Nawet po tylu latach, nie chciał być całowany przy innych ludziach, a nawet przytulany, szanował to choć czasami przekraczał granicę. Zawsze był zaskoczony, gdy Shen Qiao pokazywał jak bardzo go chce. Nie sądził by kiedykolwiek miałby się do tego przyzwyczaić. Było coś magicznego w sposobie w jaki Shen Qiao na niego patrzył, gdy go dotykał, całował jak teraz. Yan Wushi tracił wtedy całą kontrolę, czuł się tak słaby, wystawiony dla niego.
Shen Qiao pogłebił pocałunek. Ręką przeczesał jego włosy. Pochylił się, tak że praktycznie na nim leżał. Yan Wushi nie próżnował, zaczął rozpinać jego koszulę i dotykać jego klatkę piersiową.
“Ahhh…” - jęknął Shen Qiao, gdy ten drugi lekko uszczypnął jego sutek. Yan Wushi doskonale wiedział, że był tam wyjątkowo wrażliwy.
“Mój A-Qiao, mój słodki A-Qiao.” - wyszeptał. Zaczął go dalej rozbierać, Shen Qiao również.
Czuł pod sobą rozgrzane ciało męża. Przesunął ręką i delikatnie całował. Zjeżdżał pocałunkami coraz niżej. Yan Wushi był oczarowany. Zwykle Shen Qiao był nieśmiały podczas seksu, rzadko kiedy próbował nowych rzeczy. Pozwolił mu na to. Uwielbiał gdy go uwodził.
“Yan-lang…” - powiedział czule. Yan Wushi przechylił głowę i spotkał, jego orzechowe oczy. Jego policzki były zarumienione i delikatnie drżał. Yan Wushi uśmiechnął się. Znał go tak dobrze. Przesunął palcem po krzywiźnie jego ciała aż dotarł do pewnego miejsca. Delikatnie je pocierał, masując wkoło.
“Ahmm, Yan-lang.” - jęknął, gdy jeden z palców zanurzył się w nim. Yan Wushi uśmiechnął się do siebie. Dodał kolejnego palca, po chwili trzeciego. Shen Qiao już był na skraju, ocierał się o niego i całował.
Yan Wushi zmienił i pozycje, teraz to on nad nim górował. Shen Qiao uśmiechnął się i objął rękami jego szyję. Patrzył na niego z wyczekiwaniem.
“Yan-lang…”
“Tak? Czego mój piękny mąż chce?” - zapytał niewinnie, jakby on sam ledwo się nie powstrzymywał.
“Yan-lang, chcę Cię….” - jęknął przeciągle i odrzucił szyję do tyłu.
“Mnie?” - drażnił go. Skubał delikatnie jego szyję którą tak pieknie mu wystawił.
“Yan-lang, wejdź we mnie, proszę Yan-lang…”
“Kim ja jestem by Ci odmowiać.” - westchnął i zanurzył się w nim.
“Yan-lang, mocniej, ach mocniej!” - krzyknął. Yan Wushi się uśmiechnął, uwielbiał, gdy tracił kontrolę, gdy rozpadał sie pod jego dotykiem. Wszedł głębiej, przyspieszając ruchy.
“A-Qiao mój słodki A-Qiao” - wyszeptał.
Całował jego skórę, delikatnie podskubywał. Shen Qiao drżał pod nim rozkosznie.
“Yan-lang! Ach! Yan-lang! “ - krzyczał upojony pożądaniem. Był blisko. Poczuł jak ciepły płyn rozlewa się w nim. “Ach, Yan-lang” - jęknął.
“A-Qiao, A-Qiao.” - szeptał dochodząc.
Shen Qiao otworzył, przymknietę powieki. Uśmiechnął się leniwie, przyciągnął twarz męża do siebie i czule pocałował. Odgarnął niesforne kosmyki z czoła. Yan Wushi wciąż dyszał po niedawnym uwolnieniu.
“Mój Yan-lang.” - powiedział po czym oparł głowę na poduszce i zasnął.
…
Miesiąc później. To był spokojny piątkowy wieczór, leżeli wtuleni w siebie rozkoszując się filmem. Nic nie zwiastowało zbliżającej się katastrofy.
Przerwało im ostre pukanie do drzwi.
“Otworzę.” - oznajmił Shen Qiao.
Przed domem stało kilka samochodów i ludzi, wśród nich Yu Ai.
“A-Qiao!” - wykrzyknał i objął go w mocnym uścisku.
“Yu Ai? O co chodzi?” - zdołał wymamrotać, gdy podszedł do niego urzędnik.
“Pan Shen Qiao?” - zapytał, sprawdzając coś w teczce.
“Tak, to ja. O co chodzi?”
Urzędnik jednak nie powiedział nic tylko chwycił go za dłoń. Yu Ai chętnie podał swoją. Wokół ich palców widniała czerwona otoczka.
“Ychm tak to zdecydowanie prawdziwe.” - powiedział na konieć i wciśnął Shen Qiao jakiś papier.
Na nagłówku widniało: Unieważnienie małżeństwa. Co to miało znaczyć?
”A-Qiao słyszysz, jesteś wolny, w końcu możemy być razem!” - wykrzyknął Yu Ai.
Shen Qiao wyswobodził się z jego uścisku. Miał mętlik w głowie. O co chodzi kim są ci ludzie? Jakto ich małżeństwo jest nieważne?
“Yan-lang.” - zawołał w głąb domu, jednak Yan Wushi już stał obok niego z walizką w ręku. Shen Qiao spojrzał na niego z przestrachem. O co tu chodziło? Jego mąż spiskował z Yu Ai?
“Yan-lang, o co chodzi?” - zapytał zdezorientowany.
“Czy to nie oczywiste A-Qiao.” - odpowiedział za niego uradowany Yu Ai. - “Nic nie stoi nam na przeszkodzie.”
“Co nie rozumiem? Yan-lang.” - dodał rozpaczliwie.
“Bądź szczęśliwy A-Qiao.” - powiedział cicho.
“Yan-lang co ty mówisz, nie nie zgadzam się.” - łzy ciekły po jego twarzy. Yanu Wushi ścisnęło się serce na ten widok. Pochylił się i złączył ich usta, ostatni raz.
“Bądź szczęśliwy A-Qiao.” - powtórzył, Yu Ai wyszarpnął z jego dłoni walizkę i siłą wepchnął Shen Qiao do samochodu.
Nie wiedział co powiedzieć, patrzył tylko jak sylwetka męża znika w tumanach kurzu.
Zatrzymali się przed urzędem. Do Shen Qiao dotarło co się właśnie wydarzyło. Yu Ai uzyskał unieważnienie jego małżeństwa, na podstawie prawa Bratnie Dusze. Jego małżeństwo z Yanem Wushi było całkowicie legalne, rząd nie zakazywał związków między nie Przeznaczonymi. Jednakże istniał zapis, że w przypadku odnalezienia jednej ze stron Bratniej Duszy małżeństwo można było unieważnić. I Yan Wushi się na to zgodził. Nie potrafił tego pojąć. Mężczyzna, który z taką zaciętością walczył by Shen Qiao go pokochał, porzucił go. W kącikach oczu znów zebrały się łzy.
Yu Ai wyprowadził go z samochodu.
“Yu Ai, przestań nie zgadzam się na to!” - krzyknął, gdy znaleźli się w urzędzie miasta, by sfinalizować małżeństwo.
Nic mu nie odpowiedział, zamiast tego przyciągnął w pocałunku. Shen Qiao chciał go odepchnąć. Jednakże ten pocałunek był inny, magiczny, spełniony, przez chwilę nawet uwierzył, że Bratnie Dusze mają sens. Oderwali się. Shen Qiao był rozanielony, bez zastanowienia chwycił długopis i złożył podpis. Yu Ai postąpił tak samo, teraz byli już oficjalnie małżeństwem. Wprowadził się do niego.
…
“Yan Wushi!” - wykrzyknął, gdy usłyszał w słuchawce znajomy głos.
“Cześć A-Qiao co słychać?” - odpowiedział.
Na twarzy Shen Qiao zagościł jeszcze większy uśmiech, dopiero teraz dotarło do niego jak za nim tęsknił.
“Jest w porządku.”
“Dobrze Cię traktuje?” - zapytał z wyczuwalną powagą w głosie.
“Tak.”
“A-Qiao…”
“Nie naprawdę, nie narzekam, jest w porządku.” - zaczął się jąkać.
“Cieszę się.”
Shen Qiao chwilę się zastanowił i powiedział:
“Wiesz myślę, że to prawda z tymi Bratnimi Duszami. Jestem szczęśliwy.”
“Szczęśliwszy niż ze mną?” - zapytał z przekąsem.
“Nie” - roześmiał się.
“A-Qiao!” - usłyszał zza drzwi głoś Yu Ai.
“Muszę kończyć.”
“Spotkajmy się.” - zaproponował.
“Ychm tak, w porządku.” - uśmiechnął się do telefonu.
“A-Qiao, tęsknię za tobą.”
Uśmiech Shen Qiao natychmiast opadł.
“Ja też za tobą tęsknię.” - powiedział już ciszej i szybko się rozłączył. W samą porę do pokoju wpadł Yu Ai.
“Z kim rozmawiałeś?” zapytał podejrzliwie.
“Z Yanem Wushi.” - odparł szczerze, nie miał przed nim nic do ukrycia.
“A-Qiao powinienieś o nim zapomnieć.” powiedział, podchodząc bliżej. Shen Qiao poczuł jego oddech na skórze, cofnął się kilka kroków przestraszony.
“A-Qiao…” wymówił jego imię przeciągając każdą sylabę. Shen Qiao cały czas się cofał, gdy w końcu wpadł na ścianę.
“A-Qiao.” zaczął gładzić jego włosy i całować go policzek.
“Yu Ai, proszę przestań.” - wyszeptał.
“A-Qiao jesteśmy już po ślubie a ty wciąż nie chcesz się zbliżyć.” - zacmokał.
“Nie jestem gotowy.” - wyznał.
“A-Qiao..”
“Proszę Yu Ai odpuść.”
“Nie chciałeś po ceremonii okej rozumiem, ale kolejny tydzień i wciąż nie!” - wściekał się. Shen Qiao miał ochotę zniknąć, przeraził się nigdy Yu Ai nie pokazywał mu tej strony.
“Nie jestem gotowy.” - wyszeptał, spuszczając głowę.
“To przez niego? Tak? Wciąż o nim myślisz!”
“Nie to nie tak. Ja, ja nie jestem gotowy, naprawdę to mnie przeraża.” - dodał cicho.
“Akurat. A z nim to się puszczałeś w najlepsze!” - zadrwił, opuścił pokój, usłyszał jeszcze trzask drzwi. Yu Ai wyszedł.
Shen Qiao skulił się w kulkę na łóżku. Bił się z myślami czy zadzwonić do Yana Wushi. Chciał wrócić do niego. Przytulić się i zasnąć w jego ramionach. Rozpłakał się.
Następnego dnia Yu Ai zachowywał się jakby nic się wczoraj nie stało. Gdy Shen Qiao próbował poruszyć ten temat, on tylko machał ręką, że to nic wielkiego, lekko się uniósł.
Minął kolejny tydzień. Napady złości Yu Ai były coraz częstsze i gwałtowniejsze, jednakże Shen Qiao ignorował to. Z Yanem Wushi też się kłócił. Yu Ai był Bratnią Duszą więc napewno, wkrótce mu przejdzie.
Czytał książkę. Miał za sobą ciężki dzień w pracy i wciąż nie przyzwyczaił się do nowej sytuacji. Wciąż czuł się jak obcy w mieszkaniu Yu Ai.
Usłyszał brzdęk kluczy. “Wrócił z pracy.” pomyślał i westchnął nie miał siły na kolejną kłótnię.
Po chwili wszedł do sypialni.
“Jak było w pracy?” - zapytał.
“Jak zawsze, nic specjalnego.” - burknął Yu Ai. Shen Qiao wzruszył ramionami, skoro nie był w nastroju do rozmów, nie będzie naciskać.
“A-Qiao… “ - powiedział przeciągle podchodząc bliżej łóżka.
Shen Qiao uniósł głowę. Yu Ai stał nad nim z dzikim błyskiem w oku.
“O co chodzi Yu Ai?” - zapytał ze spokojem. Ten jednak rzucił się na niego i łapczywie pocałował.
“Yu Ai, przestań! Co robisz?” - krzyknął, odpychając go.
“Jesteśmy małżeństwem, mogę.” - odparł ze spokojem.
Shen Qiao był przerażony Yan Wushi nigdy nie robił tego na siłę. Zawsze pytał i było to o wiele przyjemniejsze.
Yu Ai dalej go całował, wyrwał się.
“A-Qiao, mężu mój, moja Bratnia Duszo. Nie bój się. Jesteśmy sobie przeznaczeni. To będzie wspaniałe.”
“Yu Ai błagam przestań, ja nie chcę!” - zaczął z nim walczyć. Przegrał, Yu Ai rzucił go na łóżko i przygwoździł rękami.
“Yu Ai!”
“Mężu, jestem twoim mężem.” - powiedział dobitnie i ugryzł go w szyję.
“Aaa!”
“A-Qiao nie wierzgaj się, to będzie przyjemne.” - to mówiąc zaczął rozpinać jego koszulę.
“Ahm Yu Ai przestań, zrozum ja nie chcę, nie jestem gotowy!”
“Jesteś moją Bratnią Duszą, musisz chcieć.”
Shen Qiao zaczął drżeć, czy to z powodu zimna, czy z dłoni Yu Ai na jego ciele. Powoli przejeżdżał palcami po delikatnej skórze, szczypiąc gdzie niegdzie. Shen Qiao próbował go kopnąć, lecz ten chwycił go za nogi i szeroko rozłożył. Rozpiął mu spodnie i zdjął bieliznę. Shen Qiao drżał pod nim ze strachu.
“Yu Ai błagam przestań, zostaw mnie!” - płakał.
“Cii, A-Qiao.” - uciszył go pocałunkiem. Ssał jego usta, wdarł się dalej, splótł ich języki.
“Ahhh!” - jęk wydobył się z ust Shen Qiao.
“Głośniej, mój kochany, pozwól mi cię usłyszeć.”
Shen Qiao zacisnął mocniej usta, chciał uciec, schować się. Yu Ai zaczął rozpinać własny pasek.
Shen Qiao czuł jak wielka gula podchodzi mu do gardła.
“Yu Ai, proszę nie rób tego.” - wyjąkał.
“Niby czemu? Powstrzymasz mnie?” - powiedział z przekąsem i przewrócił go na brzuch.
Shen Qiao poczuł jak coś na niego napiera. Krzyknął, gdy zaczął w niego wchodzić. Bez żadnego przygotowania, bolało jak diabli. Po policzkach ciekły mu łzy, czuł się zbyt mocno rozciągnięty. Yu Ai nie przestawał, przyśpieszył tempo. Czuł jego oddech na skórze, jego szepty.
“A-Qiao, tak dobrze mnie przyjmujesz. Jestem pewny, że ten chuj Yan Wushi nie sprawiał, że czułeś się tak pełny. Jesteś moją Bratnią Duszą, oczywiście, że muszę być najlepszy.”
Shen Qiao chciał umrzeć, zasnąć i już nigdy się nie obudzić, zniknąć.
“A-Qiao czemu zamilkłeś? Nie podoba ci się?”
Milczał, zagryzł wargi, aż poczuł krew. Nie spodobało mu się to, Yu Ai chwycił go za gardło.
“A-Qiao zadałem ci pytanie!” - warknął.
“Proszę Yu Ai, przestań.” - wychrypiał.
“Akurat.” - mruknął i zaczął się w nim poruszać jeszcze szybciej.
Shen Qiao musiał omdlać, obudził się już nad ranem, z ręką Bratniej Duszy na talii. Powoli docierało do niego co wczoraj mu zrobił. Poczuj się słabo.
“Dzień dobry A-Qiao.” - wymamrotał i pocałował go policzek. - “Jak się spało?”
Shen Qiao próbował wstać, lecz został siłą pociągnięty z powrotem w ramiona Yu Ai.
“Gdzie idziesz?”
“Zostaw mnie.”
“Nie. Jesteśmy sobie przeznaczeni i będziesz ze mną na zawsze.”
Wystraszył się jego głos brzmiał ostro.
“A-Qiao, zeszłej nocy byliśmy tak blisko…” - głaskał jego bok. - “Jesteś moją Bratnią Duszą pogódź się z tym i zapomnij o nim. Nie ma co roztrząsać przeszłości. Zrobię śniadanie.”
Wstał i skierował się do drzwi.
“Wykorzystałeś mnie wczoraj.” - powiedział w końcu.
“A-Qiao nie zaczynaj…”
“Nie chciałem tego, kazałem ci przestać.” - kontynuował.
“I co z tym zrobisz.” - powiedział zimno. - “Zgłosisz to? Nikt ci nie uwierzy, jesteśmy małżeństwem i Bratnimi Duszami. Pogódź się z tym A-Qiao. Jesteś moją Bratnią Duszą, moim przeznaczeniem i niczym więcej.” - to mówiąc wyszedł.
Słyszał brzdęk kubków i talerzy. Po dłuższej chwili w drzwiach znów się pojawił.
“Zrobiłem ci herbatę. Ja już to pracy idę, ty też wstawaj, nie możesz przeleżeć całego dnia w łóżku.” - oznajmił, po czym usłyszał brzdęk klucza w drzwiach. Wyszedł.
Shen Qiao zwinął się w kłębek na łóżku. Chciał wymiotować na samą myśl kto jest jego Bratnią Duszą, ale nie mógł tak tego zostawić. Sięgnął po telefon leżący na szafce i z bijącym sercem wybrał numer.
…
Yan Wushi właśnie jechał samochodem do pracy. Mineły dwa tygodnie od ślubu Shen Qiao i ich wcześniejszego unieważnienia małżeństwa. Tęsknił za nim, pisał czasami do niego, lecz wiedział, że musi mu dać spokój i pozwolić być szczęśliwy. Gdy stał na światłach zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu widniało “A-Qiao”. Bez wahania odebrał. Ucieszył się, że usłyszy jego głos.
“Yan-lang…” - wyjąkał głos w słuchawce. Yan Wushi uniósł brew. Czy mu się zdawało, czy A-Qiao płakał?
“Tak, A-Qiao? Coś się stało?” - spytał, mocno zaniepokojony.
“Yan-lang proszę zabierz mnie od niego.” - wychrypiał.
Yan Wushi o mały włos nie uderzył w samochód na przeciwko, słysząc tą wiadomość.
“A-Qiao gdzie jesteś? U niego? Podaj adres.” - rozkazał zawracając samochód, czym naraził się innym kierowcom, którzy zaczeli trąbić na niego. Najważniejsze było bezpieczeństwo jego ukochanego, łamanie przepisów to szczegół.
“Kwiatowa 5, mieszkanie 23 .”- wyjąkał. - “Przyjedziesz?”
“Oczywiście A-Qiao.” - odparł.
“A-Qiao co się stało?” - chciał zapytać, nie zdążył osoba po drugiej stronie już się rozłączyła. Yan Wushi mógł mieć tylko nadzieję, że nic mu się nie stanie.
Wbiegł do bloku, nie wiedząc jak od razu znalazł właściwe drzwi. Zapukał. Otworzył mu zapłakany Shen Qiao.
“Yan Wushi, jesteś.”
“Oczywiście, chciałeś bym przyjechał. A tobie odmówić bym nie mógł.” - prztulił go mocno i pocałował w czubek głowy. - “A-Qiao co się stało?”
Nie odpowiedział i znów zaszkliły mu się oczy. Yan Wushi uważnie się przyjrzał. Na nadgarstkach i szyji miał czerwone ślady, poranione usta i masę drobnych siniaków. W Yanu Wushi się zagotowało, gdy uświadomił sobie co się wydarzyło.
“A-Qiao, czy on…” - zaczął, przerwał mu:
“Yan Wushi proszę zabierz mnie stąd.” - spojrzał na niego swoimi ślicznymi sarnimi oczami, pełnymi łez.
“Oczywiście. Gdzie masz rzeczy?”
“W walizce, w pokoju, nie rozpakowałem się jeszcze.” - wymamrotał. Yan Wushi ucałował go w czoło i poszedł po nią.
W pokoju panował zaduch, pościel leżała w nieładzie, zsuwając się na podłogę. Zgrzytnął zębami i wziął jego torbę. Chwycił Shen Qiao za rękę i zaprowadził do samochodu.
“Yan Wushi, czy mógłbyś mnie zabrać do swojego domu?” - zapytał, po chwili milczenia.
“Oczywiście A-Qiao, zabiorię Cię do naszego domu.” - uśmiechnął się. - “Ale najpierw pojedziemy na policję.”
“Co?”
“Musimy to zgłosić, A-Qiao. Ten chuj musi pożałować, że położył na tobie swoje brudne łapy.”
Nic nie odpowiedział. Bo co można powiedzieć, gdy osoba, która powinna być najlepsza na świecie, która jest twoją Bratnią Duszą robi Ci coś takiego? “Cóż za ironia.” pomyślał Shen Qiao. “Pomyśleć, że naprawdę mu wierzyłem, że mu zaufałem. Może i jesteśmy sobie przeznaczeni ale ja go nie chcę.” Spojrzał na Yana Wushi, ściskał kierownicę tak mocno, że aż mu żyły wyskoczyły. Był skoncentrowany na drodze. Shen Qiao cieszył się, że ma takiego przyjaciela, ukochanego szybko się poprawił. Kogoś na kim może polegać. Więc czemu to oni nie byli sobie przeznaczeni? Shen Qiao zaczął wątpić w Bratnie Dusze. Skoro nie byli sobie przeznaczeni, dlaczego się spotkali? Dlaczego się w sobie zakochali? Czyżby to był jakiś błąd w systemie? Bo dlaczego osoba, która powinna cię kochać cię rani a ta, która nie powinna jest przy tobie na dobre i na złe.
…
Dojechali pod komendę. Shen Qiao nawet nie pamiętał co mówił, robił, nim się spostrzegł wrócili do samochodu. Dotarli do domu, do ich domu.
…
Shen Qiao miał wrażenie, że nic się nie zmieniło, a jednak czuł się nieswojo na myśl o wejściu do środka. Zauważył to.
“A-Qiao, w porządku?” - zapytał.
“Ttak to nic, to nic.” - odparł i wszedł już śmielej do środka. Usiedli w kuchni, spojrzał na zegarek i uświadomił sobie jak wcześnie było. “Pewnie jechał do biura.” pomyślał. Zrobiło mu się głupio, że rzucił dla niego wszystko.
“Yan Wushi, przepraszam, przeze mnie spóźnisz się do pracy…” - powiedział cicho.
“A-Qiao żartujesz sobie? Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze. Nigdzie się nie wybieram.” - odparł, Shen Qiao znów spojrzał się na niego swymi orzechowymi oczami, były w nich łzy, łzy ulgi.
“Dziękuję.” - wyszeptał. - “Dziękuję, że zawsze jesteś przy mnie.”
“Taka moja rola i jestem z niej bardzo zadowolony.” - przytulił go i złożył pocałunek na różanych ustach.
…
Na podstawie zeznań i dowodów Yu Ai został oskarżony i postawiony przed sądem. Skazano go na kilka lat więzienia oraz otrzymał zakaz zbliżania się do Shen Qiao, któremu udało sie uzyskać rozwód. Te wydarzenia odcisnęły się piętnem na jego psychice, był zmuszony zrobić przerwę od pracy i sobie wszystko poukładać. Na szczęście miał przy sobie ukochanego, który go wspierał w każdej decyzji. Choć nie byli sobie przeznaczeni spędzili resztę życia w swoich objęciach, zupełnie jakby echo poprzedniego życia dało im znak kim byli.
