Actions

Work Header

Rating:
Archive Warnings:
Categories:
Fandom:
Relationship:
Character:
Language:
Polski
Series:
Part 3 of The Ashes and Blood
Stats:
Published:
2025-12-05
Completed:
2026-02-23
Words:
144,385
Chapters:
61/61
Kudos:
2
Bookmarks:
1
Hits:
137

Harry Potter - Era Huncwotów - House of Change [Tom 3] - [TOM 3 The Ashes and Blood]

Summary:

James Potter nie ma bladego pojęcia jak dokończyć zemstę, którą rozpoczął kilka miesięcy po śmierci swoich rodziców. Nie pomaga mu w tym również nadmiar nowych obowiązków, które spadły na jego barki w wyniku jego własnej chęci do naprawy chociaż kawałka świata.

Syriusz Black jest zbyt niestabilny, by stanowić zagrożenie, a Orion i Walpurga nie są w stanie zbudować wpływów w więzieniu z dnia na dzień. Huncwoci pozwalają sobie na uwierzenie w złudne poczucie bezpieczeństwa, które strzaska powrót starego kamrata.

Tom 3 [House of Change], Tom 2 [House of Revenge], Tom 1 [House of Memories].
Ship: Jegulus
AU: Pirackie
Seria: Harry Potter - Czasy Huncwotów

Chapter 1: Nowa rzeczywistość

Chapter Text

James bardzo szybko zorientował się, że wściekłość, którą czuł zaraz po nieudanym napadzie na konwój Blacków, wyparowała niemal natychmiastowo pozostawiając po sobie jedynie poczucie pewnego zawieszenia w przestrzeni i bezwładności. I jeszcze szybciej stała się echem wspomnienia, o którym Potter nie chciał zbyt mocno myśleć. Nie, gdy rzeczywistość nie dawała mu nawet chwili wytchnienia. Nie, gdy to rzeczywistość chciał chłonąć każdym swoim porem i gdy chciał być tak zakotwiczony w każdym momencie by nie przegapić absolutnie niczego.

Wpadnięcie w stary rytm było niemal tak banalne i naturalne, że James dwa razy się nad tym nie zastanawiał. Przemykał korytarzami przeznaczonymi dla służby, podbierał jedzenie z kuchni na najróżniejsze tace żeby zanieść je Regulusowi do ich wspólnej sypialni i ze śmiechem unikał kucharzy, którzy z ledwie skrywanymi uśmiechami odgrażali mu się, że zachowuje się niepoważnie i że następnym razem nie pozwolą mu niczego zabrać. A później sami dokładali na tacę ciastka, wypieki czy przekąski z prośbą o informację, czy coś szczególnie drugiemu paniczowi Potter zasmakowało. James salutował wtedy poważnie obiecując szczegółowy raport i z radością wymalowaną na twarzy przemierzał korytarze swojej rezydencji.

James uwielbiał wszystkie poranki i cały ich schemat. Uwielbiał wstawać chwilę przed Regulusem i delikatnie próbować wysunąć się z jego uścisku bez obudzenia go. Z taką samą siłą rozczulał go sposób, w który chłopak mruczał z niezadowoleniem przez sen i zaciskał dłonie ma prześcieradle czy kołdrze, gdzie jeszcze chwilę wcześniej leżał James. Uwielbiał na wpół zaspanym spacerować przez korytarze rezydencji i zgarniać przygotowane dla nich śniadanie, za każdym razem odmawiając służbie i dziękując za ich chęć pomocy tylko po to by stwierdzić, że ten jeden aspekt dnia może ogarnąć sam. Uwielbiał rozmawiać krótko z każdą mijaną przez siebie osobą i uwielbiał to, ile życia wszyscy dali radę wetchnąć z powrotem w mury jego rodzinnego domu.

Potter uwielbiał też po powrocie do sypialni odstawiać tacę z jedzeniem i zamierać na chwilę by móc popodziwiać widok swojego ukochanego odzianego jedynie w krótkie, lniane spodenki do spania i jedną z jego przydużych koszul, w których Regulus zdawał się niemalże tonąć. Wystarczyło też by Regulus uklęknął przy brzegu samego łóżka i wyciągnął do ukochanego rękę, by ten natychmiast do niego podchodził i pochylając się nieznacznie, porywał go w swoje ramiona. Reggie znał też już pokój Jamesa na pamięć. Z uwagą słuchał wszystkich historyjek kryjących się za każdą pamiątką, która znajdowała się w pomieszczeniu. Tym milej słuchało mu się, gdy siedział po turecku, opierając się plecami o zagłówek ich wspólnego łoża, a James leżał z głową na jego nogach i z przymkniętymi oczami dawał się gładzić po twarzy.

Huncwoci też bez najmniejszego problemu odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Wszyscy potraktowali swoje nowe role absolutnie poważnie, doskonale rozumiejąc, że na ich barkach spoczywał ogrom pracy. Remus musiał koordynować rozwijanie kolejnych obiektów w mieście, a Pandora trzymała rękę na pulsie jeśli chodziło o ważne wydarzenia socjalne, czy te organizowane przez innych, czy te, które sama musiała zorganizować. Evans dbała o to by w ich placówkach edukacyjnych zatrudniani byli najlepsi wykładowcy i specjaliści, a MacDonald wprowadziła całą okolicę w nowy etap medycyny ściągając najnowsze maszyny i naukowców. Tylko Frank dzielił swój czas między przydzielone mu jadłodajnie i restauracje oraz miłość swojego życia pochodzącą spoza ich grona. No i nie mogli odgonić się od Rosiera, który równie dobrze mógłby z nimi zamieszkać biorąc pod uwagę, jak często pałętał się po rezydencji.

James doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że pewna bańka nie mogła trwać wiecznie. Do tej pory wszystkie jego ruchy i zagrania były dokładnie wykalkulowane. Chłopak nie miał jednak najbledszego pomysłu jak dostać się do więzienia i skończyć to, co zaczął. Potter szybko też zorientował się, że ma absolutnie w poważaniu, co piszą o nim brukowce. Już nie musiał utrzymywać żadnych fasad. Mógł po prostu szczerze utrzymywać relację z tymi arystokratami, którzy mieli podobne nastawienie do niego i mógł walczyć z ludźmi, z którymi skrajnie się nie zgadzał. Do tego był młody. Wiele rzeczy przypisywano jego nieutemperowanemu temperamentowi. Jak na przykład sytuację, w której James wyszargał pomniejszego arystokratę z knajpy i pozwolił pięściom pójść w ruch tylko dlatego, że chłopak splunął pod nogi Regulusa.

Obaj z Reggiem zdawali sobie sprawę z tego, że ich relacja nie była najpopularniejszym rozwiązaniem w ich okolicy. Nie była rozwiązaniem, które było w jakikolwiek sposób innowatorskie czy wcześniej niespotykane. Bo inne seksualności od zawsze istniały i zawsze istnieć miały. Po prostu raczej pewnymi sprawami zajmowano się za zamkniętymi drzwiami rezydencji czy w dzielnicach, z których plotki nigdy nie wychodziły. James zobaczył ten status quo i uznał, że przewróci całą planszę, by grę ustawić pod siebie. Otwarcie ogłosili z Reggiem zaręczyny i rychłą zmianę nazwiska chłopaka również oficjalnie. Podróżowali też niemal wszędzie razem czy razem widziano ich w teatrze, na różnych wydarzeniach czy balach.

Zapatrzony w pełne radosnych ogników oczy ukochanego, gdy tańczyli na kolejnym przyjęciu, James ignorował szepty arystokracji, która potępiała ich związek i zachowanie. Mieli za sobą ten komfort, że ze względu na pozycję obu ich rodów, prawie nikt nie odważył się powiedzieć im czegoś prosto w twarz czy przeciągnąć podjętych przez nich inicjatyw przez błoto. Tym bardziej, że Potter był przewodniczącym rady i całe miasto zdawało się tańczyć, jak chłopak im zagrał. Pojedyncze przypadki, które się od tej zasady wyłamały, kończyły w dość opłakanym stanie. Lepszym stanie, jeśli to pięść Jamesa poleciała pierwsza, bądź gorszym stanie, jeśli to główka ozdobnej laski Regulusa spotykała się z czyjąś twarzą.

Historie Huncwotów też w większym czy mniejszym stopniu dostały się do opinii publicznej. Szybko wyszło na jaw, że Evans pochodzi z akademickiej rodziny, więc mimo tego, że nie była arystokratką, wszyscy przymykali na to oko. Informacja o tym, że Pandora powiązana była z rodem Rosierów i że skandal sprzed paru lat dotyczył właśnie jej, nie wybuchła aż tak bardzo, jak powinna. Choć do tego faktu dołożył się Rosier, który w środku nocy razem z Regulusem podpalił drukarnię jednego ze szmatławców, które chciały zrobić sobie na dziewczynie używanie.

Remusa niemal jednocześnie kanonizowali i potępili jako najgorszy ściek. Bo z jednej strony chłopak pokazywał, że można zaburzyć istniejące klasy. Że ciężką pracą, lojalnością i dobrym sercem można było naprawdę wiele w życiu osiągnąć. W oczach ludzi z mieszczaństwa czy biedoty Remus był niemal świętym, który oświetlał im drogę coby mogli po niej przejść bez trudów, które on sam musiał znosić. W oczach wielu arystokratów Lupin był zarazą, która zaburzała znany in porządek i zanieczyszczała przestrzeń samą swoją obecnością.

James szybko wyrobił sobie opinię osoby, z którą nie warto było zadzierać. Czy chodziło o pole polityczne, na którym zawsze wygrywał miażdżącą siłą argumentów, czy o pole personalne, gdy komuś przywidziało się, że może obrazić jego najbliższych, kiedy to w ruch szły mniej eleganckie środki. James nie ukrywał poobijanych knykci po kilku bójkach, w które się wdał. Nie stronił również od gróźb i obietnic czy odcięcia czyichś personalnych możliwości. Nigdy nie pozwalał na to, by jego personalne niesnaski wpływały w jakikolwiek sposób na rozwój miasta, ale łatwo było się zorientować, kto znalazł się w jego niełaskach.

Potter nie zamierzał też w ogóle współpracować z policją, nawet pomimo reformy, którą sam wprowadził. Plotki o tym, że Huncwoci odpowiedzialni byli za niektóre pożary czy pobicia krążyły po kątach pomieszczeń. Żadnemu z nich nie można było jednak absolutnie niczego udowodnić, więc James ignorował nieprzychylne słowa. Tym bardziej, że i tak udało mu się stworzyć siatkę komunikacyjną, która działała niemal jak żywy organizm dostarczając mu potrzebnych informacji zawczasu i pozwalając się przygotować na każdy atak.

Jamesowi czasami brakowało zwykłej, fizycznej pracy i gdy tylko mógł, wymykał się z własnego domu żeby pomóc przy najróżniejszych budowach. Absolutnie kochał to, że poszedł w ślady rodziców i że zmieniał swój kawałek świata na lepsze, ale czasem zwyczajnie brakowało mu prostszych dni. Brakowało mu momentów, w których to on patrzył na ludzi dookoła czekając na radę i wytyczne. Jego wizyty na budowach nie były próbą pokazania się, że jest lepszym od arystokratów czy że nie boi się spaść do poziomu robotnika. Wzięcie siekiery w rękę czy noszenie ciężkich bali pomagało mu oczyścić umysł i uporządkować myśli. A przy jego natłoku pracy obie te rzeczy były mile widziane. Tak, jak mile widziany zawsze był Regulus, który dawał radę odnaleźć go nawet w największej dziurze.

To Potter zastanawiał się nad tym, czy nie pozwolić Syriuszowi Blackowi na uczestniczenie w obradach. Jakby nie patrzeć Orion i Walpurga załatwili mu miejsce w radzie zanim miało miejsce jego porwanie czy ich aresztowanie. Rada doceniła otwarte serce Jamesa, jednak pomysł umarł tak szybko, jak został im przedstawiony. Syriusz nie radził sobie najlepiej. Dalej próbował przekonać wszystkich, że jego rodzice byli niewinni i że za całą tą machlojką stał Potter. Próbował też oskarżać go o porwanie go czy inne niewyobrażalne rzeczy. James, z teatralnie ciężkim sercem, odniósł się do zarzutów byłego przyjaciela raz i życzył mu spokoju ducha i zdrowia. Nie było prostszego sposobu by sklasyfikować Łapę jako szaleńca w oczach publiki.

Regulus był natomiast zaskoczony, jak szybko mentalnie przestawił się na bycie częścią rodu Potterów. Chłopak pamiętał czasy, gdy szczerze wierzył, że po zniknięciu Oriona i Walpurgi da radę wyprowadzić swój ród na prostą. Gdy jednak zobaczył, jak chętnie Syriusz siadł za sterami, odsunął się na bok i tylko z uśmiechem obserwował, jak Łapa niszczy resztki tego, co zostało z ich dziedzictwa. Łapa też, w przeciwieństwie do młodszego, wydziedziczonego brata, nigdy nie raczył odwiedzić ich kuzynek, którym wiodło się nie tak znowu najgorzej.

Reggie szybko w rezydencji zaczął widzieć dom. I czuł miłość bijącą wobec niego z każdej strony. Od drobnych gestów ze strony Huncwotów, po krótkie rozmowy ze służbą, które z razu na raz przestawały być aż tak sztywne. Chłopak musiałby być ślepym żeby nie widzieć, że początkowo podchodzono do niego inaczej. Ostrożniej. Wystarczyło jednak parę sytuacji, w których jasnym było, że dobro Jamesa zawsze było jego najważniejszym priorytetem i służba zaczęła widzieć w nim nieodzownego towarzysza Jamesa.

Chłopak cieszył się też, że w rezydencji zaczęli być ze sobą z Jamesem nieco szczersi. Regulus miał wielokrotnie wrażenie, że mógłby upić się samą uwagą, którą Potter mu poświęcał jeszcze w czasach, gdy mieszkali razem w domku gościnnym. Że bez sekundy zawahania złożyłby siebie na ołtarzu dedykowanym swojemu ukochanemu. Dopiero mieszkanie w rezydencji uświadomiło mu, jak głęboka mogła naprawdę być ich relacja. Jak w całym domu dali radę stworzyć przestrzeń kilku własnych komnat, w których ich dusze mogły egzystować obdarte z trosk, wstydu i niepewności.

Ta zmiana przejawiała się na wiele różnych sposobów. Była wyczuwalna w leniwych pocałunkach, które wśród śmiechu wymieniali w trakcie spokojniejszych poranków. Była wyczuwalna, gdy ich ciała zderzały się ze sobą i gdy na wierzch wypływały bardziej drapieżne instynkty. Gdy ich dłonie zaplątane były we włosy tego drugiego bądź pogmatwaną pościel. Gdy pocałunki zostawiały po sobie metaliczny posmak w ustach i niewielkie rany czy zaczerwienienia na ich ciałach.

Zmiana ta była wyczuwalna nie tylko w aspekcie fizycznym ich relacji. Regulus dokładnie zobaczył moment, w którym James pozwolił sobie na to by w końcu uwierzyć, że będą razem na dobre i na złe. Moment, w którym James uświadomił sobie, że jego mrok nie był w stanie przerazić Regulusa i moment, w którym Regulus nauczył się ostrożnie obchodzić z każdą częścią duszy ukochanego,również tymi, których jeszcze nie rozumiał, czy które miały ostre krawędzie. Gdy James budził się z koszmarów, budził się nie sam, zlany potem i mającym problem z odnalezieniem granicy rzeczywistości i snu, ale otulony ciepłymi ramionami ukochanego, który gładził go po włosach i policzku, cicho nucąc mu jeden z jego ulubionych utworów.

Przy wszystkim, co się działo, przy tak ogromnej ilości zmian, James nie miał czasu ani ochoty myśleć o Orionie i Walpurdze. Tym bardziej, że musiałyby i tak minąć długie miesiące aż ta dwójka miałaby podporządkować sobie całe więzienie i żyć w nim niemal jak królowie. Co i tak było o tyle utrudnione, że specjalnie wyznaczona do tego jednostka policji pilnowała przepływu środków ze skarbców Blacków niczym banda jastrzębi. Po ponad roku cierpienia, planowania i skupiania się na zemście James Potter znów zaczął mieć wrażenie, że zaczął żyć.