Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationship:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Collections:
1670 Candy Store 2026
Stats:
Published:
2026-02-15
Words:
5,048
Chapters:
1/1
Comments:
6
Kudos:
19
Bookmarks:
1
Hits:
201

Tak blisko by szeptać [1670 Candy Store 2026] [PL]

Summary:

Trudno o rozkwit świeżej miłości, gdy musicie utrzymać ją w sekrecie w samym sercu wsi, a twój chłopak nie potrafi czytać. Na szczęście Aniela znalazła rozwiązanie, które to umożliwi.

Wydarzenie walentynkowe 1670 Candy Store!
Dzień 2: Aniela/Maciej autorstwa caaasie
Prompt: Phone Sex

Notes:

Candy Store — wydarzenie związane z Walentynkami, podczas którego prompty dla naszych ukochanych shipów były losowane przypadkowo — od fluffowych po bardziej smutowe.
Prompt z seksem przez telefon w XVII wieku był pewnym wyzwaniem, ale nic nie jest w stanie powstrzymać Anieli, kiedy postanowi zawalczyć o swoje pragnienia.

English version here: https://archiveofourown.org/works/79582851

Work Text:

Wesele Arletty oraz Adama, które odbyło się w Adamczysze wiosną roku 1670, przeciągnęło się aż po sam poranek. Nic dziwnego - wśród chłopstwa istniało ogólne podejrzenie, że mogła to być najhuczniejsza impreza folwarku w tym roku. W końcu Adam, dawny Bartosz, był synem wójta - jednego z najmniej biednych chłopów we wsi. Do tego raczej niewielu wierzyło, że Adamczewscy zdołają w tym roku wyprawić podobne wesele któremukolwiek ze swoich dzieci. Miłosne podboje młodego Stanisława nie kończyły się jak dotąd dobrze, a Jakub był już oddany swojej korporacji, która wykluczała wzięcie żony. Dla Anieli co prawda pewien syn magnata dopiero co stracił głowę, ale również koniec końców nie wyszło najlepiej. Stąd, aż do samego wschodu słońca, większość biesiadników piła lub leżała w okolicy karczmy w różnym stanie upojenia alkoholowego. Nic dziwnego – wiosenne powietrze było ciepłe, a śnieg zasypujący Adamczychę zaledwie miesiąc wcześniej był już tylko wspomnieniem. Noc pod gołym niebem nikomu nie szkodziła.

Zważywszy na okoliczności, nikt z gości weselnych nawet nie zauważył, że pomocnik kowala – pełniący tymczasowo obowiązki kelnera - odszedł się ze swojego okazjonalnego miejsca pracy trochę za wcześnie. No, może poza jedną wyjątkowo spostrzegawczą osobą.

- Żyd skarżył się, że wymknąłeś się przed końcem swojej zmiany w karczmie – wypowiedział surowym tonem kowal, gdy koło południa wreszcie dotoczył się do kuźni po całonocnej popijawie. Zastał tam swojego młodego pomocnika, który zajmował się właśnie przygotowywaniem sprzętu. Chłopak, jak na noc spędzoną w oparach alkoholu i przy głośnej muzyce, wydawał się wyjątkowo żwawy i pełen życia. Starszy mężczyzna nie mylił się - Maciej tego dnia pracował z tajemniczym uśmiechem błądzącym pod wąsem. Nawet kac spowodowany ostatnim nadużyciem alkoholu nie potrafił mu odebrać dobrego nastroju. Głowa mogła go boleć, ale szumiało w niej tylko jedno imię.

- Aa… Tak, wyszedłem wcześniej. Musiałem coś załatwić dla… Adamczewskich – wypowiedział szybko Maciej, próbując zatuszować swoją nocną wizytę w kuźni. Musiał naprędce znaleźć jakąś wymówkę. A ta nawet była całkiem zgodna z prawdą. Zdecydowanie zrobił coś. I to osobie, która nosiła właśnie to nazwisko, które wymienił.

- No tak, to jest jakieś usprawiedliwienie. Ale i tak ostrzegał, że utnie ci połowę stawki – westchnął kowal, po czym odwrócił się od chłopaka i zaczął szukać materiałów na pierwsze tego dnia zadanie, które wskazał mu przed kwadransem rozanielony właściciel całego folwarku. Odkąd Adamczycha zaczęła brać udział w eksperymentalnym programie, gdzie sam król wskazał im pięć dni pańszczyzny zamiast czterech, większość wsi pracowała również w niedziele. Musieli chociaż odrobinę odbić się od finansowego dna, które przyniosła ta rewelacja.

- Warto było – mruknął chłopak, nadal błądząc umysłem gdzieś daleko. Nawet nie był do końca świadomy, że wypowiedział te słowa na głos.

- Co? – kowal zmierzył chłopaka podejrzliwym wzrokiem. Nie dało się ukryć, że Maciej zachowywał się dziwnie. Jeszcze bardziej dziwnie niż zazwyczaj, i tym razem nie miało to chyba związku z jego obcym pochodzeniem.

- Nie, nic. Nic… - mruknął tamten, próbując zdusić w sobie kłębiące się wewnątrz emocje.

Bo nie było to wcale takie „nic”. Było to coś, co zajmowało mu od kilku godzin całą obolałą głowę. Prawie tej nocy nie spał. Nic nie zjadł, a nawet nie napił się wody. A mimo to czuł wewnątrz siebie wulkan energii, który wydawał się co jakiś czas wybuchać, skutkując roztrzepotaniem motylich skrzydeł w jego brzuchu. Jednocześnie czuł kłujący w gardło niepokój – nie wiedział czy dla Anieli ostatnia noc oznaczała tak samo dużo jak dla niego. W końcu oboje sporo wypili, a alkohol jakoś naturalnie rozluźniał ludziom języki i obyczaje. Z jednej strony bardzo tęsknił za jej widokiem, w końcu wymknęła się z kuźni jeszcze przed świtem, nim ktokolwiek zacząłby jej szukać. A z drugiej myśl o rozmowie z nią po tym wszystkim napawała go lękiem. Nie powiedzieli sobie zbyt wiele. Jeżeli był to tylko pijacki wybryk, pewnie nie powinni więcej o tym rozmawiać, tylko zgodnie uznać że niczego nie pamiętają.

Nie musiał długo czekać na tę konfrontację. Zaledwie kwadrans później do kuźni zawitała sama Aniela – swobodna, jakby w nocy zupełnie nic się nie stało. Wesoła, z roziskrzonymi oczami i nieco rozczochranymi włosami, jakby nie miała rano czasu się uczesać. W białej jedwabnej bluzce i długiej pasiastej spódnicy oraz ze skórzaną torbą na ramieniu. Maciej na jej widok spąsowiał paskudnie, a kiedy ich spojrzenia spotkały się na sekundę, szybko opuścił głowę. Jednocześnie uderzył się młotkiem w palec, ale ból zagłuszyły inne uczucia kłębiące się w jego sercu.

Z ulgą zdał sobie sprawę, że Anielka najwidoczniej przyszła do niego. Serce zaczęło mu tak dudnić, że Maciej miał wrażenie, że słyszy je cała wieś. Zupełnie zagłuszało mu wszystko, co dziewczyna mówiła w stronę kowala. Najwidoczniej wydała mu jakieś pilne polecenie, bo ten skłonił się i wyszedł z kuźni. Dopiero wtedy szlachcianka podeszła do chłopaka, który nadal z zarumienionymi policzkami udawał że coś robi. Nie podeszła za blisko, by nie wzbudzić podejrzeń przechodniów. Maciej był zbyt skupiony na niej i skostniały ze strachu przed jej widokiem, by zrobić cokolwiek sensownego. Po prostu na nią patrzył, boleśnie uderzony jej pięknem, które teraz zdawało się nabierać zupełnie nowego wymiaru.

- Hej – usłyszał po chwili głos jej. Ten, który z jednej strony znał tak dobrze i słuchał prawie codziennie od miesięcy, a z drugiej teraz budził w nim jakąś zupełnie nową nutę. Motyle skrzydła uderzały z całą mocą o jego żołądek, a przynajmniej takie miał wrażenie. Nie miał pojęcia jak to możliwe, że dopiero teraz zaczął się aż tak stresować jej towarzystwem.

- Hej – Maciej podniósł głowę i mimowolnie się uśmiechnął na jej widok. Wszystko w Anieli było dzisiaj… tak bardzo takie jak trzeba. A ta figlarna iskierka w jej spojrzeniu dała mu nadzieję, że ich relacja faktycznie wejdzie teraz na nowe tory. Być może poprzednie wydarzenia nie były tylko formą buntu wobec rodziców.

Na chwilę zapadła między nimi nieco niezręczna cisza, przerywana tylko wymianą ciekawskich spojrzeń. Aniela wydawała się z początku pewna siebie, jednak teraz chyba udzielił jej się nastrój chłopaka, bo również spoglądała to na niego, to na klepisko w kuźni. Mimo to dystans między nimi zdawał się z każdą sekundą skracać, a powietrze gęstnieć. To miejsce, skromne i wypełnione zapachem rozpalonej stali, było dla nich aż zbyt znajome i teraz nabierało nowego znaczenia.

- To chyba nie jest najlepszy moment… Jest sporo osób w okolicy – szepnął Maciej po paru sekundach, podczas których przemknęło mu przez głowę wspomnienie tego, co wydarzyło się w nocy. Czuł w sobie kolejny dysonans, miał wrażenie że jest ich pełen. Z jednej strony zawładnął nim dziwny błogostan. Z drugiej, wszystkie myśli paliły mu serce wstydem za to, jak bardzo nieostrożny był w swoich działaniach. Co chwila rozglądał się na boki, obserwując jak mieszkańcy wsi kręcą się w pobliżu kuźni. Co i rusz oboje z Anielą odpowiadali na pozdrowienia, które tamci wysyłali w ich kierunku. Maciej miał wrażenie, że każdy z chłopów już zna ich sekret, jakby był wypalony na ich czołach.

- Wiem. Ciężko o dobry. Dlatego mam coś dla ciebie… - odpowiedziała tajemniczo dziewczyna, po czym sięgnęła do skórzanej torby przewieszonej przez ramię i wręczyła mu dziwny przedmiot.  Przypominał mosiężny kielich, ale był bez stopki i z niewielką dziurką na wylot wydrążoną w podstawie. Wnętrze kubeczka było wyściełane cienką membraną z pergaminu.

- Co to jest? – zapytał nieco zaskoczony Maciej, przypatrując się naczynku. Nie miał pojęcia do czego mogło służyć, chociaż przez chwilę próbował zgadnąć. Najbliżej było mu do mosiężnego kubka, ale pergamin w środku i dziurka w dnie wykluczały użycie go do picia.

- Idź do swojego posłania – poleciła dziewczyna, po czym rozejrzała się czy nikt na nich znowu nie patrzy. Mieszkańcy wsi spacerowali wzdłuż głównego traktu wioski, który przechodził również przez kuźnię. Byli doskonale wystawieni na widok publiczny. Każdy niewłaściwy ruch mógł zostać natychmiast zarejestrowany przez miejscowe plotkary.

- Aniela, ale tutaj jest dzisiaj naprawdę spory ruch… - odparł na te słowa chłopak, po czym zarumienił się jeszcze mocniej, odczytując jej zamiary trochę na wyrost. Oczywiście, marzyła mu się powtórka z poprzedniej nocy. Problem polegał jednak na tym, że był to wyjątkowo nieodpowiedni moment, nie mówiąc już o miejscu. Nie było najmniejszych szans, by mogli spędzić razem niezauważeni choćby pięć minut.

- Przez szparę między deskami ściany obok twojego posłania przeciągnęłam sznurek. Wsadź sznurek do środka, przepuść przez dziurkę w podstawie, zrób supeł i przytknij to naczynko do ucha – wyjaśniła Aniela, po czym odwróciła się na pięcie i pospiesznie wyszła z przybytku kowalskiego zanim ktokolwiek zdążył nabrać podejrzeń czy ich rozmowa nie jest przypadkiem zbyt długa. Było to głupie. Wcześniej bez skrępowania spędzali godziny w swoim towarzystwie, nie przejmując się opinią innych chłopów, którzy już od dawna plotkowali o naturze ich relacji. Teraz nawet pięć minut rozmowy wydawało się niebezpieczne.

 

Aniela okrążyła sklecony z luźnych desek budynek kuźni, po czym usiadła na trawie w pobliżu, nieopodal ściany przy której – jak doskonale wiedziała - znajdowało się posłanie Macieja. Ta część wsi była nieco rzadziej uczęszczana, chociaż i tak co chwila widziała z pewnej odległości jakąś znajomą twarz. Promienie słońca ogrzewały jej lica, a lekki wiatr pozwalał ukryć, od czego tak naprawdę miała na całym ciele gęsią skórkę. Na chwilę przymknęła oczy, próbując wyrzucić z głowy chwile z poprzedniego wieczora. Te odżyły w jej umyśle samoistnie, gdy tylko spojrzała Maciejowi w oczy.

Następnie wyjęła z torby opasły tom książki o botanice i zasłoniła nią swoją twarz. Wzięła do ręki mosiężny kubeczek, taki sam jaki przed chwilą ofiarowała Maciejowi. Przywiązała do niego sznurek i naprężyła mocno całą konstrukcję. Wyczuła opór sznurka, co oznaczało że najwidoczniej chłopakowi udało się postąpić zgodnie z instrukcjami. Dlatego przyłożyła naczynie do ust, mówiąc cicho i powoli:

- Słyszysz mnie? – zaczęła szeptem, nadal rozglądając się na boki. Nie dało się ukryć, cała wioska odżyła już po całonocnym świętowaniu. W takich warunkach nigdy by im się nie udało spokojnie porozmawiać na tematy nieodpowiednie dla uszu innych ludzi.

Maciej, siedząc po drugiej stronie ściany, wzdrygnął się na dźwięk odbijający się echem w mosiężnej czarce. Wiedział, że Aniela szepce, ale jakimś cudem jej głos wewnątrz czarki niósł się czysty i wyraźny, jakby stała obok niego. Wyglądało na to, że jej wynalazek faktycznie działał.

- Tak, i to całkiem nieźle. Jakim cudem? – odpowiedział cicho, kierując swoje usta w kierunku naczynia. Czuł się z tym trochę głupio, ale najważniejsze, że mogli się słyszeć. Ewentualni gapie najwyżej pomyślą, że ten gada sam do siebie. Było to lepsze niż posądzenie go o romans z córką ich Pana.

- To taki głosociąg, który wymyśliłam jakiś czas temu na takie okazje. Pozwala na lepsze przewodzenie dźwięku na odległość. Mogę szeptać zza ściany i usłyszysz mnie tylko ty, o ile masz swoją część blisko ucha – wyjaśniła cierpliwie szlachcianka. Miała ten pomysł w głowie już od jakiegoś czasu, ale niedługo po jego rozpisaniu pokłócili się z Maciejem o jej potencjalny mariaż z synem magnata. Teraz za to, kiedy pewne rzeczy przestały być już ich problemem, wynalazek wydawał się idealny.

- Genialna jak zwykle – Maciej nie krył podziwu. Jednocześnie poczuł ciepło w okolicy klatki piersiowej na myśl, że Anielka zrobiła coś takiego specjalnie dla nich.

- Dzięki… Achillea millefolium czasem tworzy niewielkie kępy rozrastając się za pomocą pełzającego kłącza i podziemnych rozłogów… - głośny, wyraźny głos dziewczyny dało się usłyszeć zarówno w końcówce głosociągu znajdującej się w kuźni, jak i na całym podwórzu. Ewidentnie czytała wersy z książki, którą miała przed nosem.

- Aha…? – Maciej zmarszczył brwi zza swojej części ściany, nie mając pojęcia po co mu informacje o okolicznym kwiatostanie. Wydawały się nie do końca na temat.

- Udaję że czytam, bo właśnie przeszła tędy Regina. Faktycznie trochę tłoczno dzisiaj – szepnęła dziewczyna, obserwując po swojej stronie ściany chłopów goniących za swoimi sprawami. Znała Reginę od dawna i wiedziała, że ta uwielbia wtrącać się w cudze sprawy. W oddali zauważyła również swojego ojca, który tanecznym krokiem przechadzał się po wsi, okazjonalnie podskakując i nucąc jakąś skoczną melodię. Wczoraj spełniło się jedno z jego największych marzeń – pozbył się ze wsi Andrzeja i odzyskał całą Adamczychę pod własny zarząd. Aniela patrzyła na niego przez chwilę, po czym westchnęła ciężko. Chociaż jej rodzina była zadowolona z takich zmian, ona czuła że mogą wyniknąć z tego same kłopoty.

- To… co tam w wielkim świecie? – zapytał Maciej trochę kulawo, próbując przypomnieć sobie jak właściwie rozmawiać z Anielą, chociaż robił to często w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Czuł wewnętrzną panikę, a jednocześnie desperacko pragnął rozmowy z nią i upewnienia się, że wszystko jest w porządku.

- Mój ojciec jest wniebowzięty, że przejął część folwarku po Andrzeju. Pewnie już słyszałeś? - odpowiedziała po chwili Aniela, bawiąc się luźną nitką przy rękawie. Mówiła lekko, lecz w  jej głosie pobrzmiewało zwątpienie w ten pomysł.

- Tak… wśród chłopów jest trochę mniejsze zadowolenie, że wszyscy należymy teraz do twojego ojca - odparł ostrożnie Maciej, jakby bał się że ktoś z Adamczewskich usłyszy te słowa. Co prawda słyszała je Aniela, ale on zawsze wydawał się oddzielać ją od reszty szlachty. Nie potrafił tak na nią patrzeć, nie po tym ile razy kładła mu do głowy, że są sobie równi.

- Nie tacy wszyscy. Jeden chyba jednak jest mój - rzuciła ciszej, jakby mimochodem. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomiła sobie ich ciężar i na moment zamilkła, zawstydzona własną śmiałością.

- Chyba tak… - zgodził się lekko zmieszany Maciej, a jego serce na moment zawirowało na te słowa. Bycie jej brzmiało tak dobrze, jak miód wlany prosto do jego duszy. Zupełnie jakby był wolnym człowiekiem, który miał prawo pragnąć.

- Pozostaje nam czekać na kolejne wesele w Adamczysze - westchnęła po chwili dziewczyna, wracając do lżejszego tonu, mimochodem przeglądając kolejną stronę w księdze.

- Co? - Maciej nagle uniósł głowę, nie do końca pewny czy dobrze rozumie jej słowa. Oczywiście, poprzedniej nocy zrobili coś co było zarezerwowane do małżeńskiej alkowy. Tempo jednak go lekko zaskoczyło, tym bardziej że doskonale wiedział, że w ich świecie nie mogli być razem w taki sposób.

- No, żebym mogła znowu się do ciebie wymknąć, kiedy wszyscy będą zbyt pijani, żeby nas zauważyć – Aniela wyjaśniła, kompletnie nie wyczuwając powodu zmieszania Macieja.

- A, tak, oczywiście – odpowiedział chłopak, łajając siebie w myślach za zbyt śmiałe wyobrażenia ich relacji. Mimo to myśl o ponownej próbie wymknięcia się do niego na noc nagle przyśpieszyła jego oddech. Był pod wrażeniem, że ona również tego chce. Teraz czuł, że ma na to dowody i może pozwolić sobie na drążenie tego tematu.

 - Szkoda, że tak rzadko mamy okazję… pogadać na osobności – usłyszała dziwczyna po kolejnej chwili milczenia.  W słowach Macieja pojawiła się pewna prowokacyjna nuta, która wywołała na jej twarzy uśmiech, który skryła za trzymaną w dłoniach księgą. Do tej pory rozmowa nie była dla nich niczym szczególnie intymnym. Rozmawiali o jego dzieciństwie, o jej wynalazkach i planach, o różnicach kulturowych miedzy Polską i Litwą i każdej innej rzeczy, która wpadła ich do głowy. Ale teraz było jakoś trudniej. Wcześniej sama przed sobą próbowała udawać, że wcale ich nic nie łączy, wobec tego po co się kryć z rozmowami z kimś miłym. Teraz jednak było inaczej, bo chyba nie potrafiła już udawać. I bała się, że część wioski to zauważy.

- Pogadać? – dopytała, a w jej głosie dało się usłyszeć figlarną nutę, której Maciej rzadko doświadczał na trzeźwo. To dodało mu odwagi, żeby pociągnąć ten temat, który z początku wydawał się trudny. Teraz jednak zdawał się zupełnie naturalny, a jej zaciekawienie pozwalało mu na kontynuowanie go.

- No nie tylko pogadać. Chyba… sporo wczoraj wypiliśmy, co? – wypowiedział myśl, która tak go onieśmielała. Znowu próbował wybadać, czy Aniela nie potraktowała tamtej nocy jak chwilowego wybryku, chociaż z każdą chwilą nabierał coraz większej pewności, że jest inaczej.

- Była dobra okazja – odpowiedziała wymijająco, po czym na chwilę oboje zamilkli, jakby nie wiedząc co powiedzieć. Jednocześnie każde z nich rozglądało się na boki, obserwując mieszkańców wsi. Kowal nadal nie wrócił, najwidoczniej załatwiając coś, po cokolwiek Aniela go wysłała.

- I nie… żałujesz? Ani nic? – odważył się zapytać chłopak, któremu znowu poczerwieniały uszy. Szeptał tak cicho, że nawet w mosiężnym kubeczku Anieli jego głos był ledwo słyszalny.

- Nie. Ani chwili - odpowiedziała z pewnością siebie. Żal nigdy nie przemknął jej przez myśl. Chociaż była wtedy pijana, poranek przyniósł tylko większą pewność, że nareszcie była wolna. Przynajmniej we własnym sercu. - A ty?

- Nie… - odpowiedział jej głos w kubeczku, chociaż dało się w nim usłyszeć pewne zawahanie. I to bynajmniej nie wynikające z własnych niepewności Macieja co do słuszności tej impulsywnej decyzji. To o dobrostan Anieli się martwił. W końcu całkiem niedawno odebrał jej pewną istotną wartość na szlacheckim rynku matrymonialnym. - To było… ciekawe doświadczenie.

- Interesujące. Trochę inne, niż opisywali w książkach. Lepsze – dodała od siebie dziewczyna, ostatnie słowo wypowiadając takim tonem, że Maciej na moment wstrzymał oddech. Nie wątpił, że było lepiej niż jakakolwiek książka mogłaby opisać. A jednocześnie wiedział, że stać go na więcej.

- O. Młode szlachcianki mają dostęp do takiej literatury? – zainteresował się po chwili pauzy, kurczowo chwytając się jedynego fragmentu wypowiedzi, który pozwalał mu utrzymać umysł na spokojnym torze.

- Nie mają. Ale powinny, to ważny temat – usłyszał Maciej, po czym wzdrygnął się, słysząc czyjeś kroki za swoimi plecami.

- Basiu, kowal na chwilę wyszedł. Przekażę mu, jak wróci – usłyszała Aniela już donośniejszy ton Macieja, ale jakby z oddali.

- Hmm? – zainteresowała się dziewczyna, słysząc poruszenie po drugiej stronie sznurka.

- Nie jestem tu sam. No i, Aniela, ja… mówiłem poważnie – szepnął chłopak, ponownie rozglądając się na boki. Dopiero teraz, gdy doszli tu gdzie byli, czuł jak bardzo niebezpieczna stała się ich relacja. I nawet nie martwił się o siebie, najwyżej go powieszą. Nadal umarłby z myślą, że było warto.

- W zasadzie to mówiłeś bardzo niewiele – szepnęła Aniela, znowu chowając zarumienione policzki za okładką książki. Papier zasłonił jej lico, lecz nie potrafił ukryć ciepła, które wciąż nie chciało z niej zejść. Palce zdradzały ją bardziej niż głos, bo nerwowo gładziły krawędź okładki.

- Nie da się ukryć. Byłem trochę zajęty innymi sprawami - odpowiedział po drugiej stronie Maciej, opierając plecy dokładnie tam, gdzie wyobrażał sobie jej obecność. Uśmiechnął się do siebie, słysząc jej oddech zbyt wyraźnie, by mógł go zignorować, i na moment pozwolił, by cisza między nimi powiedziała resztę.

- Tak. Ciężko mówić gdy ma się tak zajęte usta – zauważyła dziewczyna, a Maciej mimowolnie dotknął swoich ust, przypominając sobie słodki dotyk tych drugich. Miał nadzieję, że to uczucie pozostanie z nim już na zawsze. Zbliżył się jeszcze bardziej do ściany, próbując wyłapać zza szpary między deskami sylwetkę Anieli. Miał wrażenie, że czuje jej ciepło.

- Miałem sporo motywacji, żeby wykorzystać je inaczej – odparł tak cicho, że nawet Aniela ledwo była w stanie usłyszeć. Na moment oboje odwrócili głowy, a ich spojrzenia skrzyżowały się zza szpary między deskami. Chociaż nie powiedzieli tego wprost, wiedzieli już wszystko o swoich wzajemnych uczuciach i nie było sensu dłużej udawać że jest inaczej. Trwało to chwilę, musieli wrócić do pilnowania czy nikt ich przypadkiem nie podsłuchuje.

- Czyli… będziemy teraz mniej rozmawiać? – zainteresowała się, a w tym pytaniu dało się usłyszeć rozbawioną nutę. Mimo to czuła gdzieś w głębi siebie, że zyskując coś nowego, stracili to co wydawało się w ich relacji tak niewinne i oczywiste, jak przyjacielska rozmowa. Bała się tej zmiany, ale czuła że oboje jej pragną.

- Będziemy rozmawiać ile tylko będziesz chciała… Chociaż otworzyłaś mi wczoraj głowę na parę innych pomysłów, co możemy robić gdy jesteśmy sami – wyszeptał chłopak, po czym przymknął na chwilę oczy. Próbował unikać rozmowy na ten temat, bo sprawiała że krew w żyłach buzowała mu za mocno. Miał jednak wrażenie, że żadne z nich nie jest w stanie go uniknąć, bo oboje i tak bez przerwy o tym myśleli.

- O, więc dopiero wtedy wpadło ci to do głowy? – usłyszał po drugiej stronie po momencie milczenia jej figlarny głos.

- Nie. Wcześniej… też czasami zdarzało się o tym myśleć – przyznał się z lekkim wstydem. Fakt był taki, że „czasami” oznaczało „codziennie od dnia w którym ją poznał”. I chociaż był pewien, że te momenty nigdy nie wyjdą poza jego głowę, los postanowił inaczej. Na przekór wszystkiemu, co miało im to uniemożliwić.

- I jak, rzeczywistość dorównała wizji? - zapytała Aniela pozornie lekko, choć palce zacisnęły się mocniej na naczyniu. Sznurek napiął się na moment, jakby zdradzając jej niecierpliwość. Chciała, by jej to powiedział.

- Przewyższyła ją. W każdy możliwy sposób. Nie uważasz? - Odpowiedział bez wahania, głosem przyciszonym, chociaż niższym niż przed chwilą, jakby próbował ją znowu uwodzić. Przesunął kciukiem po krawędzi miedzianej czarki, jakby to miało pomóc mu utrzymać myśli w ryzach. Nie pomagało.

- Nie spodziewałam się, że masz takie sprawne ręce. I nie tylko ręce - zrobiła krótką pauzę, pozwalając słowom zawisnąć między nimi. Uśmiechnęła się do siebie, świadoma efektu, który potwierdziła kolejna chwila ciszy po drugiej stronie linki.

- Nie rób mi tego – wypowiedział miękko Maciej. Odchylił głowę, przymykając oczy, jakby chciał odgrodzić się od obrazów, które natychmiast powróciły do jego umęczonej bezsenną nocą głowy. Miał wrażenie, że jeszcze nie do końca wytrzeźwiał po wczorajszej nocy, a jednocześnie czuł że to nie do końca chodziło o alkohol.

- Czego mam ci nie robić? - jej głos zabrzmiał niewinnie, lecz przeciągnięta samogłoska zdradzała rozbawienie i fakt, że doskonale wiedziała czego miała nie robić. Jednocześnie podniosła się nieco, by zza oprawy książki rozejrzeć się po okolicy. Na szczęście przez chwilę nikogo nie było w pobliżu.

- Sprawiasz, że tylko resztkami silnej woli nie zaciągam cię teraz tutaj znowu – Maciej wypowiedział te słowa niemal przez zęby, z tłumionym wstydem. Nachylił się bliżej kubeczka, jakby to mogło ją do niego przybliżyć.

- Moi rodzice by nas pewnie zabili. Ale warto by było. Naprawdę sprawne… palce. I wytrzymałość - mruknęła ostatnie słowa ciszej, niemal poufnie. Aniela również przysunęła się bliżej ściany kuźni, czując znajome ciepło pod skórą. Wiedziała, że nie powinni tego robić. Rozmowa o tym co się stało była czymś niebezpiecznym. Być może dlatego smakowała tak słodko.

- Cóż… robiłem co mogłem, by Panience służyć. W mojej profesji liczy się pewne wyczucie w rękach - odpowiedział z udawaną powagą, choć kącik ust drgnął mu zdradziecko. Prostując się, próbował odzyskać kontrolę nad oddechem.

- Mam nadzieję, że to działało w obie strony? – zapytała w odpowiedzi. Była ciekawa, czy mu się podobało, do tej pory był dość oszczędny w słowach. Chociaż Aniela z zewnątrz wydawała się pewna siebie, w środku kłębiły się w niej niewypowiedziane emocje i niepewności. W końcu… to ona pocałowała go pierwsza. A dopiero potem on pocałował mocniej.

- Zdecydowanie działało. Dalej czuję dotyk twoich ust na swoich ustach - jego głos całkowicie zmiękł, już nie próbował nawet żartować. Na moment zapomniał o dzielącej ich ścianie, całej wsi na zewnątrz budynku i całej gamie problemów, jakie na siebie sprowadził. O wszystkim poza tym wspomnieniem i jej obecnością tuż obok.

- I chyba nie tylko tam? - dorzuciła szeptem, który niósł kolejną słodką nutę, od której chłopak aż westchnął. Pojawiła się między nimi kolejna dłuższa pauza, w której oboje próbowali się uspokoić.

- Nie, nie tylko… Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał mieć cię tutaj znowu - wypowiedział to kompletnie rozbity, wiedząc że przegrał bitwę z samym sobą. Ściana między nimi wydawała się jedynym ratunkiem. Nie wiedział, jak da radę porozmawiać z nią twarzą w twarz.

- Rozumiem, że w celu rozmowy? – spróbowała wypowiedzieć lekko, chociaż w jej głosie dało się usłyszeć nadzieję, że ten zaneguje te słowa.

- Nie, Aniela. Kocham z tobą rozmawiać, ale tym razem byłabyś tu w zupełnie innym celu – odparł szeptem, już nie kryjąc swoich chęci za fasadą humoru. Teraz był całkowicie szczery. W głowie zadźwięczało mu słowo „kocham”, które nieostrożnie wypowiedział w jej kierunku. Miał nadzieję, że Aniela go nie podłapała. Oczywiście, był pewien, że ją kocha. Ale bał się przyznać tego nawet przed samym sobą, a co dopiero przed nią. Miał wrażenie, że to nie był ten czas i miejsce.

Po tych słowach oboje oparli się o tę samą ścianę, tyle że po dwóch przeciwnych stronach. Przez moment słyszeli tylko swoje oddechy, tak samo głębokie i rozpaczliwe. Potem znowu wyłapali swoje wzajemne spojrzenie pomiędzy luźnymi deskami ściany kuźni. Teraz już było pozbawione nieśmiałości, z jaką patrzyli na siebie zaledwie parę chwil wcześniej. Wiedzieli czego chcą. Tylko jeszcze nie potrafili do końca tego wydrzeć światu.

- Gdybym tylko miał taką szansę, zrobiłbym to samo co w nocy. Tylko lepiej. I na trzeźwo - dodał  wolno, z naciskiem, jakby każde słowo było obietnicą. Wiedział, jaki wywołuje to w niej efekt i czuł, że chce go osiągnąć. Żeby oszalała tak samo jak on już dawno oszalał.

- Twierdzisz, że da się lepiej? Było zdecydowanie… dobrze - zaśmiała się cicho, przeciągając ostatnie słowo. Przymknęła oczy, pozwalając wspomnieniu wrócić, i na moment zapomniała, po której stronie kuźni siedzi.

- Za dobrze. Potrzebuję jeszcze raz. Jeszcze tysiąc. A potem w kolejnym roku drugie tyle… - wypowiedział to niemal bez tchu, nie wierząc że to z jego ust płyną aż tak śmiałe słowa. Wtem poczuł, że sznurek zadrżał delikatnie, a cisza po jego słowach była gęsta, pełna tego, czego żadne z nich nie odważyło się jeszcze powiedzieć na głos.

 

Nie doczekał się odpowiedzi. Chwilę później poczuł jak sznurek łączący oba końce głosociągu opada na jego dłoń. Naczynia Anieli przy nim nie było, musiała je odwiązać.

Fala strachu przeszła przez jego ciało. Przez chwilę pomyślał, że ją wystraszył swoją śmiałością i uciekła. Po paru sekundach jednak usłyszał ponowne otwieranie drzwi do zakładu, a zaraz potem głos dziewczyny już z wnętrza przybytku. Pospiesznie schował kubeczek pod poduszkę, widząc że chyba nie będzie potrzebny.

- Zuzanna, mam tutaj coś bardzo ważnego do załatwienia z pomocnikiem kowala – wypowiedziała Aniela do chłopki, która właśnie przyszła z kolejną sprawą do załatwienia. Zuzanna tylko skinęła głową i wyszła w pośpiechu, by im nie przeszkadzać. W końcu poważny wyraz twarzy szlachcianki sugerował, że sprawa była ważna i poufna.

Maciej nadal siedział na swoim posłaniu, drżąc cały na jej widok. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, Aniela nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się zaciskając usta. Oboje mieli na twarzach rumieńce aż po same uszy, a atmosfera między nimi zdawała się być gęsta jak błoto tuż po roztopach. Szlachcianka, upewniwszy się że są chociaż na moment sami, podeszła do jego alkierza i zasunęła pomarańczową zasłonę, która tylko symbolicznie oddzielała ich świat od tego, co działo się wokół. Oboje wiedzieli, że nie mają czasu. Zegar w ich głowach zaczął tykać.

Pięć sekund później Aniela usiadła na kolanach siedzącego na posłaniu Macieja i bez słowa wbiła się swoimi ustami w jego usta. Spotkało się to z reakcją jak najbardziej entuzjastyczną. Dłonie chłopaka natychmiast objęły jej plecy i zaczęły po nich krążyć, a język dołączył do powolnego tańca w ich ustach. Tak jak jeszcze w nocy, ale tym razem z pełną świadomością wszystkich konsekwencji, jakie mogły ich czekać. Był środek dnia, znajdowali się w centrum wsi. I wydawało się, że kompletnie ich to nie obchodzi. Potrzeba poczucia tego pocałunku była zbyt silna. A potem było tylko gorzej.

Dwadzieścia sekund później ich usta nadal były złączone w pocałunku. Jej dłonie z niecierpliwością zaczęły rozsznurowywać rzemień u jego spodni. W tym samym czasie biodra Anieli uniosły się nieco, a Maciej niewiele myśląc wsunął dłonie pod jej spódnicę i zdjął z niej bieliznę jednym szybkim ruchem. Niczego więcej nie mieli zamiaru zdejmować – było to zbyt ryzykowne.

Wystarczyło czterdzieści sekund, żeby znowu doświadczyli tego, czego mieli okazji skosztować w nocy. Ona objęła go nogami które skrzyżowała mu na plecach, on przyciągnął ją do siebie jak najmocniej. Nie potrzebowali rozgrzewki – rozmowa sprzed paru chwil wystarczyła aż nadto. Przez moment ich ciała znowu były jednym. Oddechy mieszały się ze sobą, a dłonie dotykały ciał zachłannie, jakby chciały przeniknąć przez ubrania. Całe ostatnie miesiące spędzili na rozmowach i udawaniu, że łączy ich tylko przyjaźń. A teraz nie byli w stanie wytrzymać w swojej obecności nawet chwili bez rzucenia się na siebie nawzajem. Teraz każdy dotyk był potwierdzeniem tego, co oboje wiedzieli od miesięcy, lecz czego nie odważyli się nazwać. Byli zbyt blisko i zbyt razem, by się cofnąć. Wydawało im się, że nie istnieje nic więcej poza tą chwilą. Maciej ścisnął talię swojej szlachcianki, przyciągając do siebie jeszcze mocniej. Ona poruszała biodrami szybko, jakby wiedziała jak bardzo kradną tę chwilę światu. Nie wydali z siebie nawet jednego szeptu ani westchnienia – powiedzieli sobie wystarczająco dużo, teraz była między nimi tylko cisza.

Nie było im dane cieszyć się sobą długo. Minutę i trzydzieści sekund od momentu zasłonięcia się przed światem, oboje usłyszeli ciężkie kroki kowala, a zaraz potem jego donośne nawoływanie swojego pomocnika. Spojrzeli na siebie z przerażeniem, pewni że nie udało im się utrzymać swojego sekretu nawet przez kilka godzin. Maciej i Aniela momentalnie odskoczyli od siebie jak oparzeni. Aniela przygładziła spódnicę i odeszła na możliwie dużą odległość od jego posłania, a Maciej w pośpiechu podciągnął gacie i zawiązał spodnie.

Gdy kowal odsunął zasłonę oddzielającą główną część kuźni od części sypialnianej, przed oczami miał obraz dwójki młodych ludzi. Chłop i szlachcianka znajdowali się w odpowiedniej od siebie odległości trzech łokci. Aniela na wyciągniętych dłoniach trzymała jakąś opasłą księgę, którą zdawała się wręczać jego pomocnikowi. Jej poza zdawała się być dziwnie nienaturalna, a policzki różowe. Mimo to kowal nie raczył tego skomentować.

- To ja już pójdę – powiedziała dziewczyna uśmiechając się niewinnie do kowala, po czym wepchnęła książkę w ramiona Macieja i szybkim krokiem wyszła z kuźni. Obaj mężczyźni patrzyli w jej kierunku przez moment. Jej krok był lekki, niemal beztroski, jakby przed chwilą nie wydarzyło się nic wartego zapamiętania. Drzwi do zakładu zamknęły się za nią cicho, a w kuźni na moment zapadła niezręczna cisza.

- Nie wiedziałem, że umiesz czytać - Kowal odezwał się bez pośpiechu, nie odrywając wzroku od miejsca, gdzie zniknęła szlachcianka. Dopiero po chwili zerknął na książkę w rękach chłopaka.

- Tak, jestem pełen niespodzianek - Maciej odpowiedział trochę zbyt szybko. Opuścił wzrok na okładkę, niczego nie rozumiejąc z poszczególnych liter na jej grzbiecie. Nie potrafił czytać i zdał sobie sprawę, że chyba powinien poinformować o tym Anielę w dogodnym momencie. Jeśli mieli zachować konspirację, mogła to być istotna informacja.

- Eh… Lepiej nie wypatruj sobie za nią oczu, chłopcze. Taka dziewczyna nigdy przed tobą nóg nie rozłoży. Byś sobie znalazł kogoś w swojej klasie społecznej - rzucił kowal tonem znawcy świata, z pobłażliwym parsknięciem. Przetarł dłonie o fartuch, jakby rozmowa była zamknięta.

- Co? Ja? Nie, ja nie wypatruję - zaprzeczył odruchowo Maciej, unosząc głowę trochę zbyt gwałtownie. Rumieniec zdradzał go skuteczniej niż jakiekolwiek słowa.

- Wracaj do pracy, młody. Chyba że chcesz stracić kolejną dniówkę – westchnął tylko przełożony, rozglądając się po swoim zakładzie. Gdy Maciej na początku zjawił się w jego kuźni z tej wymiany Erasmus, kowalowi przeszło nawet przez myśl, by ożenić go z jedną ze swoich córek. Chłopak był młody, ładny, zdrowy, do tego wydawał się całkiem łebski. A że kowal nie posiadał żadnego syna, mógłby przekazać zakład zięciowi. Ten pomysł jednak wyparował z jego głowy tak szybko, jak tylko zobaczył oczy Litwina świdrujące od tygodni córkę Adamczewskich. Szybko zdał sobie sprawę, że z tych jego maślanych spojrzeń nie wyjdzie nic dobrego. A jednocześnie miał na tyle oleju w głowie, by mieć baczenie tylko na własne sprawy.

Maciej westchnął nieco rozbawiony na słowa, które usłyszał. Coś mu mówiło, że kowal nie miał jednak racji. Jednocześnie zacisnął palce na bieliźnie Anieli, którą nadal trzymał zamkniętą w dłoni. Wilgotny bawełniany materiał zdawał się mu teraz przypominać dewocjonalium, które nakierowywało jego życie na nową wiarę – że jednak kiedyś będą razem, wbrew wszystkiemu. I teraz, gdy już uwierzył, był gotowy zrobić wszystko, żeby naprawdę tak się stało.