Work Text:
"Cześć wszystkim!" - Borowicz machnął na pożegnanie. Ich regularne zebranie powoli dobiegało końca, osoba po osobie rówieśnicy wychodzili ze strychu. Dwóch chłopców zatrzymało się na schodach, spoglądając na Andrzeja, który sam teraz siedział na krześle, blask księżyca spadając na jego twarz
"Idziesz?" Jeden z nich zapytał, stojąc przy wyjściu i trzymając się poręczy jedną ręką.
W pokoju zapadła ciszą, młodzi mężczyźni spojrzeli się na siebie, niezręcznie schodząc po schodach iż nie spodziewali się odpowiedzi. Po chwili lecz, będąc już w połowie drogi - cichy głos.
"Nie martwcie się o mnie" Radek cicho oznajmił, uśmiech na jego twarzy można było łatwo usłyszeć. Koledzy kiwnęli, wychodząc ze starego poddasza. Odgłosy ich rozmów można było usłyszeć przez kilka kolejnych minut, Andrzej nasłuchiwał ich uważnie.
Na początku ich spotkań udzielał się on sporadycznie, siedząc gdzieś w rogu pokoju. Ostatnimi dniami był on bardziej gadatliwy, śmiał się, rozmawiał - lecz dzisiaj był on przebodźcowany, zbliżającą się pełnia nie dała o sobie zapominać.
Chłopak siedział w bezruchu przez najbliższe minuty, czasami spoglądając wokół siebie. Westchnął i spojrzał na stół, puste szklanki oraz butelki, czy pozostawione karty niechlujnie włożone do papierowego pudełka.
Jesienny wiatr dmuchnął przez otwarte okno wprost w twarz Andrzeja, zatrząsł się z zimna, wstał z krzesła i zaczął chodzić po pomieszczeniu aby się rozgrzać.
Wziął on kolejny głęboki oddech i spojrzał na krzesła, niektóre były ustawione blisko siebie, niektóre siedziały samotnie przy ścianie - po ich ułożeniu można było wywnioskować bliskość osób, które na nich przebywały.
Obok krzesła Radka było pusto, oprócz jednego skromnego stołka, na którym siedział Borowicz. A na nim kubrak bruneta, który musiał zostawić.
Stanął w bezruchu, spoglądając na kurtkę. Po chwili schylił się i wziął ją, zaczął macać jej material przy kołnierzu. Pachniała Marcinem, Andrzej nie musiał nawet jej zbliżyć żeby poczuć jego zapach, jego zmysły przewrażliwione.
Jeszcze raz rozejrzał się dookoła, poczym skierował się ku wyjściu, spoglądając na strych Gontala.
"*Jutro, jutro muszę mu ją oddać*" - pomyślał, biorąc kubrak pod pache i powoli wychodząc z poddasza.
⚰︎ ིྀ˙∘˚∞
Głośny huk obudził młodego wilkołaka, zaskoczony usiadł on szybko na łóżku. Za oknem wiatr jak huragan, światła błyskały się niczym latarnia na morzu. Widząc, że to tylko burza chłopak uspokoił się.
Służącą państwa Płoniewiczów z pędem weszła do pokoju Radka, rozglądając się po pokoju zobaczyła go i odetchnęła. Po czym zapytała.
"Czy wszystko w porządku?"
Chłopak skinął głową, wpatrując się w przestraszoną kobietę.
"Czyj to kubrak?" dodała po chwili, wpatrując się na płaszcz Marcina, który leżał powieszony na krześle.
Andrzej podsunął się na materacu, siedział zamyślony przez chwilę, po czym odpowiedział.
"Ah to... Kolegi, zostawił. Oddam mu ją jutro" wytłumaczył, starsza kobieta zanuciła coś pod nosem.
"A więc dobranoc, zejdź jutro rano na śniadanie" odpowiedziała, po czym wyszła z pokoju i zamknęła drzwi za sobą.
Radek schował twarz w swoje ręce, wyglądając za okno zobaczył tylko księżyc, który teraz wraz z deszczem oświetlał jego pokój. Nie było szans, że zaśnie on z taką wielką lampą nad swoim łóżkiem.
Wstał szybko, mrucząc coś pod nosem i podchodząc do okna. Nerwowo zasłonił je kurtynami, nie mogąc więcej patrzeć na ten okropny blask. Nie znosił on dni przed pełnią, warknął i powoli zaczął stawiać kroki w stronę łóżka.
Spojrzal na krzesło gdzie leżał kubrak Borowicza, kucnął przy nim i wziął rękaw do ręki. Spoglądał się na niego blisko trzy minuty, nasłuchując szumu rozmów innych domowników. Chciał aby Marcin był koło niego teraz, jego problemy z ponownym zaśnięciem byłyby łatwiejsze do opanowania z chłopakiem obok.
Wstał on prędko jak tylko uświadomił sobie, że mysli o Borowiczu, pomiędzy nimi nic nie było. I nigdy nie będzie. Skierował się w stronę łóżka i powoli położył się na miękkim materacu.
Położył się na plecach, patrząc na sufit i wziął głęboki oddech, jutro spotka się z Marcinem i odda mu jego kurtkę, już jutro.
⚰︎ ིྀ˙∘˚∞
Jedyne o czym Andrzej mógł myśleć w drodze do szkoły to płaszcz Borowicza, pilnował go - jakby był to najcenniejszy skarb. Budynek gimnazjum jak zwykle przywitał go żółtymi ścianami, których z czasem zaczął nienawidzić. Kojarzyły mu się tylko ze stresem jaki towarzyszył mu przez ostatnie lata nauki, z samotnością oraz prześladowaniem przez rówieśników.
Ale przez najbliższe miesiące te uczucia zmalały, ponieważ Marcin zawsze był przy nim, kiedy on go potrzebował. Zawsze był przy nim, aby obronić go przed obelgami. Zacisnął swój uścisk na kurtce, słysząc dzwonek skierował się w stronę klasy. Bezczynne stanie na korytarzu w niczym mu nie pomoże, w końcu musi oddać właścicielowi jego własność.
"Jak to Marcina nie ma?" Radek spytał zaskoczony.
"No nie ma! Nikt nie widział go od wczoraj"
Świetnie, teraz będzie chodził z cudzym płaszczem cały dzień, jak jakiś dziwak.
"*Proszę rozejść się do klas!*" nauczyciel wykrzyknął. Grupa gimnazjalistów poszła w swoje strony, Radek również podąrzył za nimi, zajmując swoje miejsce w pokoju teraz pełnym uczniów. Kurtka Marcina leżała na jego ławce, miał tylko nadzieję że nikt nie zwróci na nią większej uwagi.
⚰︎ ིྀ˙∘˚∞
Andrzej przez chwilę męczył się z zapałką, trzymając papierosa w buzi. Jesienny wiatr utrudniał mu zapalenie skrętu, który próbował odpalić za szkołą, kiedy nareszcie udało mu się go zapalić, zaciągnął on się mocno, dym sprawił że nareszcie zrobiło mu się ciepło.
Chłopak oparł się i ścianę, spoglądając na niebo, chmury rozciągały się po całym niebie, malując krajobraz. Popiół lekko sypał się z papierosa, którego Andrzej trzymał pomiędzy dwoma palcami, przystawił go do ust i zaciągnął się jeszcze raz, rozkoszując się uczuciem dymu w płucach.
Uświadomił sobie, że teraz aby oddać płaszcz Marcinowi będzie musiał odwiedzić go w jego stancji, ale czy na pewno chce on zachodzić tak daleko? Zawsze mógł poczekac pare dni, dopóki chłopak nie wróci do gimnazjum, ale targanie że sobą kurtki przez następne dni nie miało sensu.
Tak rozmyślając oparty o ścianę, Radek poczuł nagle kolejną osobę stojąca koło niego, spojrzał w bok, zauważając Zygiera, który widocznie wpatrywał się w jego papierosa.
"Masz może jednego?" spytał Bernard.
Andrzej sięgnął do kieszeni, wysuwając jedną fajke w stronę kolegi.
"Ah, ostatnia. Miałeś farta." parsknął.
Zygier uśmiechnął się na widok ruloniku, kiwnął głową i wziął papierosa do reki, odpalając go bez problemu. Oparł się o ścianę obok Radka. Między chłopakami nastała cisza, niekoniecznie niezręczna, kiedy nagle przerwał ją Zygier.
"Już wiemy czemu nie ma Marcina"
Andrzej był w połowie zaciągnięcia się papierosem, kiedy usłyszał wiadomość kolegi. Zakrztusił się dymem, pytając z lekką chrypką.
"Jak to? No i co się stało?" powiedział, nadal pokasłując cicho. Nigdy nie martwił się o kogoś tak bardzo, było to dla niego nowe uczucie.
Zygier westchnął i zaciągnął się fajki, jakby słowa, które miał wypowiedzieć zatrzymały mu się w gardle, jakby wypowiedzenie ich sprawiłoby, że świat dookoła nich stał się prawdą.
"Podobno... " zatrzymał się, spoglądając na bruk pod swoimi butami. Zawachał się, stojąc cicho przez kilka sekund. "Podobno zemdlał"
"Szlak!" Chłopak rzucił dymiącego się jeszcze papierosa na ziemię, przygniatając go butem. Z powrotem oparł się o ścianę, spoglądając na Bernarda z zaskoczonym wzrokiem, jakby chciał od niego więcej informacji.
"Nie patrz się tak na mnie, nic więcej nie wiem." Podniósł dłonie do góry, widząc poddenerwowaną twarz Radka.
Chłopak westchnął, przejechał swoją dłonią po twarzy, na chwilę chcąc uciec od rzeczywistości. "Pójdę do niego dzisiaj. W końcu muszę oddać mu płaszcz." odpowiedział po chwili. "I spytam go co się stało."
Zygier kiwnął, kończąc swojego papierosa, wyrzucił go gdzieś na trawnik szkoły. "A więc... Zobaczymy się później, muszę jeszcze dokończyć sprawę z Wilczkiem... Cześć." Pożegnał się, po czym wrócił do szkoły, zniknął tak szybko jak się pojawił.
"Cześć" Andrzej cicho odpowiedział, powoli zsuwając się ze ściany na bruk. Spojrzał na fajkę, która teraz leżała na ziemi, żałował że nie wypalił jej do końca, nikotyna uspokoiła by go, kiedy on siedział zamyślony o stanie Borowicza.
Był u niego raz, jeśli to coś znaczyło. Oznaczało to, że łatwiej będzie mu znaleźć go ponownie, ostatnim rozwiązaniem byłoby wywęszenie Borowicza, z jego kurtką będzie to banalne. Najpierw lecz musiał przeżyć kolejne lekcje, czy na prawdę Zygier musiał mówić mu wszystko?
Wytrzymanie kolejnych godzin w szkole będzie katorgą, wiedząc w jakim stanie może być Marcin. Gimnazjalista stęknął słysząc dzwonek, jego mała przerwa na papierosa - która wcale nie wydawała się taka mała, dobiegła końca. Nie chciał on wracać do ponurej sali, ale wiedząc że czas przeminie szybciej siedząc tam, wstał powoli i skierował się w stronę wejścia.
⚰︎ ིྀ˙∘˚∞
Andrzej niecierpliwie siedział w swojej ławce, jego noga podskakiwała rytmicznie pod biurkiem, a jego palec obijał się o blat w tym samym tępie. Wiedział, że jak tylko zadzwoni ostatni dzwonek, cała szkoła wybiegnie w tym samym czasie, nienawidził tego tłumu. Jedyne co utrymywało go przy sobie to fakt, że już za chwilę spotka Marcina, po całym dniu męczenia się z jego kurtką.
Na prawdę nie wiedział, co widzi w chłopaku. Może był to blask w jego oczach jak się uśmiechał, albo jego ciemne włosy, bądź jego blada cera. Ale teraz nie mógł przestać o nim myśleć, odliczając sekundy do dzwonka. Musiał być pierwszy przy wyjściu, im szybciej znajdzie się u Borowicza tym lepiej.
Dźwięk dryndania rozszedł się po korytarzu, dochodząc do klas. Andrzej w pierwszej sekundzie wyrwał się z ławki, biegnąc w stronę wyjścia, przepchnął się przez innych uczniów, żegnając kolegów po drodze. Udało mu się wyjść ze szkoły jako jeden z pierwszych, odetchnął z ulgą widząc swoją przewagę nad innymi. Zatrzymał się na ulicy, rozglądając się w którą stronę musi iść, aby dotrzeć do Marcina.
Szlak. Zapomniał drogi. Wydał z siebie poddenerwowany dźwięk, przejeżdżając dłonią po twarzy. Nie miał innego wyjścia a przyciągnięcie kurtki Borowicza do nosa, zaciągnął się jego zapachem, dreszcze przeszły mu po całym ciele.
Zaczął węszyć po mieście, wyszukując zapachu chłopaka, po kilkukrotnym powąchaniu płaszczu Borowicza czuł się pijany jego wonią, choć zbytnio mu to nie przeszkadzało. Szedł przez wiele uliczek z determinacją, czując, iż zapach robi się coraz bardziej intensywny. Wkońcu zatrzymał się przy pewnej stancji, serce waliło mu w klatce piersiowej jak szalone. Zapukał wreszcie kilka razy, stojąc przed drzwiami niczym samotny palec.
Przez chwila zza drugiej strony drzwi nie było słychać żadnego ruchu, lecz po chwili ktoś wstaje i kieruje się w stronę drzwi.
"Kto tam?" chrypkim głosem ktoś odpowiedział.
Andrzejowi serce stanęło w gardle, teraz, będąc przed Borowiczem, nie wiedział co powiedzieć. Czekał na ten moment cały dzień, ale teraz stał jak wryty, po chwili zdołał wykrztusić.
"K-kolega"
Osoba po drugiej stronie przekręciła klucz w zamku, otwierając drzwi. Zza nich pojawił się Marcin, oczy zapadnięte, jego cera blada niż bardziej. Gimnazjaliści patrzyli na siebie przez następną minutę, ciszę przerwał Borowicz.
"Radek? Co... Co ty tu robisz?" zapytał niepewnym głosem.
Andrzej uśmiechnął się, widząc tylko zawstydzoną minę Marcina, jego cała pewność siebie nagle wróciła. Podniósł dłoń z kurtką w górę, wymachując nią przed twarzą kolegi.
"Zostawiłeś coś u Gontali, co?" parsknął.
"Oh, to... Mój płaszcz! Szukałem go wszędzie.. " rozweselił się na widok swojej zguby, lecz nie na długo. Radek nie robił żadnego ruchu, aby oddać mu kubrak. Wyciągnął rękę w stronę Radka. "Hej, oddaj to."
Andrzej za to odsunął kurtkę z dala od bruneta, szyderczo uśmiechając się. "Nawet kolegi nie zaprosisz?"
Marcin przewrócił oczami, szerzej otwierając drzwi przed Jędrkiem. "Proszę, wejdź."
"I to się szanuje." odpowiedział, bez zawahania wchodząc do stancji i po drodze podając Borowiczowi jego płaszcz. Sam rozebrał się, wieszając swój kubrak na wieszaku. Zauważył, że w mieszkaniu było zaskakująco cicho, rozejrzał się, oprócz nich nie było tu nikogo innego.
"Gdzie reszta?"
Marcin rzucił swój płaszcz na ten sam wieszak, opierając się o ścianę. "Wszyscy wyszli, mieli sprawy do załatwienia."
"Hm. To dobrze, będziemy sami." Radek okrążył stół który stał na środku pomieszczenia, siadając na krześle i gestem ręki zapraszając Marcina naprzeciwko.
Borowicz wzdechnął i potrząsł głową, skierował się w stronę kuchni. "Chcesz może herbaty?"
"Nie odmówię." Andrzej oparł się o krzesło, spoglądając za siebie w stronę chłopaka.
Marcin kiwnął głową, przygotowując kubki oraz czajnik. Po chwili wrócił on do stołu z już zaparzoną herbatą, postawił on jeden kubek po swojej stronie stołu, i po stronie Radka.
"Dzięki." chłopak wziął filiżankę i przybliżył ja do ust, ostrożnie pijąc gorący napój. "No więc, czemu nie było cię w szkole?"
Marcina zatkało, nie wiedział co odpowiedzieć. Bawił on się kubkiem, który stał przed nim, wzrok skierowany na podłogę. Chłopak zbladniał jeszcze bardziej, jeśli to było możliwe.
"Uh... Poczułem się słabo." po chwili odpowiedział.
Andrzej zauważył, że Marcin nie piję herbaty, którą zrobił. Przez chwilę zastanowił się czy może nie jest otruta, lecz teraz myśląc zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział jak Borowicz coś je. Wzbudziło to w nim ciekawość, więc zapytał.
"Czemu nie pijesz?"
"Nie mam ochoty" szybko oznajmił.
Radek zanucił, po co robić sobie herbatę, jeśli przede wszystkim jej nie wypijesz? Rzeczy, które mówił Marcin nie miały sensu. Przesunął on się bliżej drugiego mężczyzny na krześle, wpatrując się w jego twarz. Olśniło go. Wszystko powoli nabierało sensu, blada cera, pełna szklanka herbaty, zimne ciało.
"Ty jesteś wampirem." powiedział pewny siebie, utrzymując kontakt wzrokowy z chłopakiem.
Marcin kompletnie przestał się ruszać, miał nadzieję że Radek nie zobaczył paniki na jego twarzy. "C-co ty wygadujesz? To nie żadna bajka!" wypowiedział zestresowanym głosem.
"Marcin." Radek powiedział stanowczym głosem, chciał aby chłopak spojrzał się na niego. "Marcin, popatrz na mnie." złapał go za brodę, zmuszając go, aby zerknął ja jego twarz.
Widząc jak Borowicz patrzy się na niego, uśmiechnął się szeroko, pokazując mu swoje własne kły. Marcin widocznie uspokoił się, Radek połaskotał jego brodę, po czym puścił ją, śmiejąc się. Między nimi zapadła cisza, Radek nigdy tak bez zastanowienia nie powiedział nikomu swojego sekretu, on nigdy nikomu go nie powiedział. Ale dzisiaj z Borowiczem nie zajęło mu to sekundy, najwidoczniej był podekscytowany faktem, że w tym mieście jest ktoś taki jak on.
"No? Teraz raczysz mi powiedzieć czemu zasłabłeś?" Radek zapytał, opierając się na krześle. Powoli przesuwał się w stronę chłopaka, starając się być ostrożnym, aby tego nie zauważył.
Marcin milczał przez krótką chwilę, wlepiając wzrok w Andrzeja. "Długo... Nie żywiłem się na nikim."
"Mhm." Radek zamruczał, położył łokieć na stole i podsunął się pod twarz Borowicza, którą mężczyzna opuścił w dół. "Przecież ja tu jestem."
Marcin kiwnął głową w zdezorientowany sposób, w cichy sposób karząc Radkowi mówić dalej.
"Możesz pożywić się na mnie."
Widząc, że Borowicz kompletnie zamilkł, Andrzej kontynuuował, może to sprawiłoby, że chłopak się otworzy. "Nikogo nie ma, nie będzie to miało na mnie skutków ubocznych, co tu się zastanawiać?"
Andrzej znowu czekał na odpowiedź, po chwili potrząsnął Borowicza za ramię. "Halo, Marcin."
"Pozwoliłbyś?" Marcin cicho wyszeptał, wreszcie podnosząc głowę.
"Weź się w garść! Mówię ci, że tak." Radek podsunął krzesło i usiadł obok kolegi, spojrzał się na niego z boku.
"Okej... Dobra... Podwiń rękaw." Powiedział zestresowany, ślina ciekła mu na myśl, że nareszcie dostanie jakiś porządny posiłek. Jego kły wydłużyły się w jego buzi, oblizał je instynktownie, dreszcze przeszły go po całym ciele.
Andrzej kiwnął tylko i posłuchał się Marcina, rozpinając rękaw i podwijając go. Jego nadgarstek był odsłonięty, wybór miejsca Borowicza był dla niego dziwny, gdyż zawsze słyszano, że wampiry gryzą w szyję. Tak czy siak, położył ramię na stole, tuż przed Marcinem, wpatrując się, jak chłopak jest niczym zafiksowany na jego skórze.
"No dawaj, nie wstydź się." zachęcił go Radek.
Marcin wziął przedramie Radka w swoje ręce, wziął on głęboki oddech i bez zastanowienia wbił się w nadgarstek.
"Szlak!" Andrzej wykrzyknął, trzymając się blatu stołu w momencie ukłucia. Po chwili jednak ból zamienił się w przyjemne łaskotanie, które towarzyszyło ochoczemu ssaniu Marcina.
Radek parsknął na widok przed nim, Marcina opanowała jakby rozkosz, jego brwi uniosły się w górę, a jego oczy były zamknięte. Andrzej uśmiechnął się i umieścił swoją rękę we włosach Borowicza, głaskając go.
Marcin wydał z siebie usatysfakcjonowany dźwięk, nigdy nie pił on tak dobrej krwi, wbił swoje paznokcie w skórę Radka. Gdyby mógł, ugryzł by go w każdym możliwym miejscu.
"Hej, uważaj trochę." Andrzej złapał go za włosy mocniej, kiedy zaczął wbijać swoje szpony w jego ramię. Od razu lecz puścił, ponieważ małe warknięcie wyszło z ust Borowicza. Westchnął i spróbował zrelaksować się na krześle, biorąc głęboki oddech.
Marcin oderwał się od jego skóry, zaczął lizać ukłucie, które pod wpływem jego śliny szybko przestalo krwawić i zasklepiło się. Oparł się na siedzeniu, oblizując usta. Oddychał on głęboko, poczuł się pełny od nie wiadomo jakiego czasu. Dopiero po chwili spojrzał się na Radka, który sprawdzał stan swojej ręki.
"Nieźle, prawie jakby nic się nie stało" skomentował, oglądając miejsce ukłucia. "Myślisz że będzie blizna?" Dodał po chwili.
"Daj spojrzeć." Marcin złapał nadgarstek Radka, obserwując jak rana się goi. Wyglądało na to, że młode ciało Andrzeja nie będzie miało żadnego problemu ze zrastaniem rany, co ucieszyło chłopaka. "Wiesz co, wydaje mi się, że nie. Ale na twoim miejscu..."
Zanim Marcin mógł dokończyć zdanie, poczuł szorstkie palce Radka na swojej brodzie, chłopak skierował jego twarz blisko swojej i pocałował go. Na początku ostrożnie, jakby badał grunt po którym chodzi, lecz kiedy tylko poczuł, że Marcin nie stawia oporu, złapał go jedna ręką za szyję, przysuwając go bliżej.
Dreszcze przeszły przez Marcina, jak tylko zdał sobie sprawę co się dzieje, jego zimne usta, naprzeciwko wręcz gorącego ciała Radka. Z zapałem zaczął całować Andrzeja i pozwolił mu przejąć kontrolę nad pocałunkiem. Marcin nigdy z nikim się nie całował, umiejętności Radka były o wiele lepsze od jego.
Andrzej złapał odpływającego Marcina w pasie, przysuwając go bliżej. Czuł on swoją krew na języku Borowicza, zanucił coś pod nosem. Przechylił swoją głowę w bok, tym sposobem zyskał większy dostęp do ust Marcina. Polizał jego kły, co sprawiło że wampir wydał z siebie cichy odgłos.
Andrzej odciągnął się od Marcina, dysząc. Po chwili kontynuował lecz, zostawiając tony pocałunków na jego szyi. Borowicz kręcił się na swoim krześle, przeciążony atencją, którą dostawał. "Jędrek.. Co ty robisz..!"
"Ucisz się raz." Andrzej wymamrotał w jego szyję, wąchając jego skórę. Ukrył swoją twarz w szyi Marcina, przez kilka minut po prostu wdychając jego zapach, który niesamowicie go uspokoił. Woń z jego kurtki była nie do porównania do tego, co czuł teraz.
"Śmiesznie wyglądasz" parsknął Marcin, uśmiechając się na to jak czepliwy był Andrzej w tym momencie.
"Sam nie wyglądałeś lepiej kiedy się na mnie żywiłeś." Figlarnie uderzył Borowicza w ramię, równocześnie gryząc go swoimi własnymi kłami, nie wystarczająco silnie aby przebić skórę.
Marcin uśmiechnął się, i ostrożnie zaczął głaskać Andrzeja po głowie, reakcją jaką otrzymał w zamian było wbicie paznokci Andrzeja w jego koszule. Nieźle.
"Zabije cię kiedyś." Radek odpowiedział, wyprostowując się na krześle i opierając się na nim. Jego ręce były skrzyżowanie, jego kolano stykało się z kolanem Borowicza. "Nie jestem żadnym psem."
"No, trochę jesteś." Zaśmiał się Marcin.
"Tylko trochę." Parsknął.
Siedzieli cicho przez pewien czas, zastanawiając się nad tym, co właśnie się wydarzyło. Na zewnątrz robiło się już ciemno, Andrzej dopił swoją herbatę, która w między czasie stała się zimna. "Chyba będę się już zbierać."
Marcin kiwnął, wstając z krzesła. Radek wstał za nim, po drodze do wyjścia zabrał swój płaszcz. Chłopcy stali w drzwiach, Andrzej był oparty o ramę, Marcin stał na środku.
"Dziękuję za herbatę." Radek zaczął.
"Dziękuję za płaszcz." Marcin odpowiedział.
Andrzej rozejrzał się jeszcze raz po stancji Borowicza, dodając. "Jeśli kiedykolwiek będziesz głodny, to daj znać."
"Dobrze, zapamiętam."
"Zobaczymy się jutro, dobranoc." Radek pożegnał Marcina, odwracając się i powoli odchodząc. Zanim lecz mógł odejść Borowicz złapał go za dłoń, ciągnąć go do siebie zpowrotem.
Był przywitany zimnymi ustami Marcina, chłopak nabrał pewności siebie, Radek uśmiechnął się. Po chwili puścił Andrzeja, spoglądając w jego oczy. "Cześć." Powiedział cicho.
Radek zaśmiał się, dając mu ostatni pocałunek w policzek, który pozostawił Marcina czerwonego. Zszedł on powoli z klatki, zostawiając Borowicza samego.
Marcin zamknął drzwi za Andrzejem, obrócił się plecami do nich i oparł się, powoli zsuwając się na podłogę. Co on narobił.
⚰︎ ིྀ˙∘˚∞
