Actions

Work Header

Free to be you and me

Summary:

Krótkie opowiadanie o tym, co by było, gdyby Sam i Dean nie podążyli ścieżką ojca i wybrali życie na własnych warunkach.

Chapter 1: Rozdział 1

Chapter Text

Kiedy drzwi w końcu się otworzyły, Sam był pewien, że pomylił mieszkania. Spodziewał się zobaczyć brata, a otworzył mu ten nieznajomy w płaszczu. Nic nie mówił, tylko patrzył obojętnie na Sama, nieprzejęty jego wzrostem, co nie zdarzało się często. Sam odchrząknął.

- Yyy, cześć. Szukam Deana - powiedział niepewnie.

Nieznajomy odsunął się na kilka kroków, wpuszczając go do środka.

- Cass? Kto to? Mówiłem, żebyś nie wpuszczał żadnych religijnych naganiaczy. - Głos Deana dobiegł gdzieś z głębi mieszkania.

Cass, jak się okazało, zmierzył Sama wzrokiem i odpowiedział.

- Wydaje mi się, że to twój brat.
- Sammy?! - Dean nagle pojawił się w korytarzu. Trzymał talerz z kanapkami, na co Sam parsknął cicho. - Co tu robisz? Coś się stało? - spytał, patrząc na jego walizkę i torbę na laptopa.
- Dean, ja… Jessica, moja dziewczyna… - Sam zawahał się. Dalej nie był pewien, czy dobrze wybrał. Odchrząknął jeszcze, zanim kontynuował. - Jessica, zginęła w pożarze trzy dni temu. Dean, ona zginęła jak nasza mama.

W korytarzu zapadła cisza. Żaden z braci nie wiedział, co dalej zrobić. Nie chcieli wypowiadać na głos tego, co naprawdę przyszło im obu do głowy.

- Dzwoniłeś do taty? - zapytał w końcu Dean.
- Tak, ale potem pomyślałem, że to jednak błąd i przyjechałem tutaj - przyznał cicho Sam.

Dean oddał talerz Castielowi i podszedł do brata. Położył mu ręce na ramionach i zapewnił go, że John Winchester nie zna adresu Deana, a on i Cass postarali się, żeby go nie wyśledził.

- Jeśli chcesz zostać, nie ma problemu. Ojciec cię tutaj nie znajdzie. Mam tylko nadzieję, że wyłączyłeś telefon?
- Tak, jeszcze zanim wyjechałem, wyrzuciłem go. Zadzwoniłbym, ale wiesz…
- Wiem. Chodź. Zjemy kolację i pomyślimy, co dalej.

Mieszkanie Deana nie było duże. Z korytarza wchodziło się do niewielkiego salonu, który od kuchni oddzielał barek z dwoma krzesłami. Pod ścianą stał telewizor z kolekcją DVD na półce poniżej, a nad nim wisiało kilka zielonych roślin. Żywych i zadbanych. Granatowa kanapa była wysiedziana i zarzucona poduszkami we wszystkich odcieniach zielonego. Obok stał podobny fotel. Na małym stoliku Sam zobaczył dwa piwa, a sądząc po okrągłych śladach na blacie, ktoś często stawiał tam kubki z kawą. Sam widział jeszcze dwoje drzwi, domyślając się, prowadzą do łazienki i sypialni. Jednej. Przez chwilę zastanawiał się, czy to nie jest jednak mieszkanie tego faceta, Cassa, ale wtedy zobaczył plakaty AC/DC i Metalliki na jednej ze ścian. Zdecydowanie, Dean tu mieszka.

- Więc, tutaj mieszkasz. - Niby powiedział, niby zapytał.
- Jak widać - odpowiedział Dean, rozglądając się dookoła. - Mamy tylko jedną sypialnię, ale kanapa się rozkłada, więc nie martw się o nocleg.
- Oh, jasne. Dzięki. - Sam wziął jedną z kanapek z talerza i piwo, które podał mu Cass. - Więc… - zaczął znowu. - Mieszkacie tutaj razem?
- Co, ja i Cass? - Dean zawahał się. - Posłuchaj mnie Sammy. Ale tak na serio. - Dean odczekał, aż tamten kiwnął głową. - To, że udaje mi się utrzymać ten adres w tajemnicy, to nie tylko moja zasługa. Cass, Castiel właściwie, on… on jest aniołem.

Sam prawie zakrztusił się kanapką. Demony, wampiry, jasne. Ale to?

- Dean, nie wkręcaj mnie. To naprawdę zły moment.
- Mówię serio, też nie chciałem uwierzyć, dopóki nie pokazał mi swoich skrzydeł.
- Nie pokazał czego?! - Sam wstał z kanapy. Górował nad Deanem i Cassem, ale oni patrzyli na niego z taką pewnością siebie, że poczuł się nagle mniejszy od brata.
- Sam, twój brat mówi prawdę. Jestem aniołem i mogę to udowodnić, ale myślę, że to zupełnie zbędne - odezwał się Cass. - Wiem, że ufasz bratu i że nie “wkręcałby” cię w takim momencie. - Castiel podniósł dłonie imitując palcami cytowanie.

Sam znowu parsknął śmiechem i dopił swoje piwo.

- Skoro jesteś aniołem, to co w ogóle tutaj robisz? I co to znaczy, że pomagasz Deanowi ukrywać się przed ojcem? Też jesteś w ukryciu? - Sam czuł, że musi odzyskać kontrolę nad sytuacją.
- Wszystko ci wyjaśnię, Sammy, ale usiądź, proszę. Cass, mógłbyś… - Dean nie dokończył, bo Castiel teleportował się do lodówki i z powrotem, przynosząc więcej piwa. Widząc to, Sam mimowolnie usiadł.

- Okej, teraz lepiej. - Dean uśmiechnął się pod nosem. - Od początku. Jakieś dwa lata temu, kiedy wyjechałeś do Stanford, spotkałem Cassa. - Zaczął wyjaśniać, chodząc po pokoju. - Podszedł do mnie na stacji benzynowej i zaczął tłumaczyć, że zna moją przyszłość, że wie jak czemuś tam zapobiec i takie tam. Oczywiście, ja też mu nie uwierzyłem. - Zatrzymał się, żeby wziąć kilka łyków piwa.
- Szczerze mówiąc, byłem rozczarowany twoim bratem. - Wtrącił się Castiel. - Myślałem, że na tyle doświadczony łowca doceni moją pomoc, ale okazało się to bardzo trudne, żeby przekonać Deana do mnie.
- Stary, dziwisz się? Myślałem, że chcesz mnie gdzieś zaciągnąć i wykorzystać. - Zaśmiał się Dean.
- No cóż, w istocie zaciągnąłem cię do motelu. Ale tylko po to, żeby udowodnić, kim jestem i co potrafię. Ale i tak musiałem ci pokazać swoje skrzydła, żebyś mi uwierzył.
- Tak, tak, to już wiemy. - Zbył Castiela Dean. - Wtedy ostatni raz rozmawiałem z ojcem na żywo. - Dodał.
- Co takiego?! Nie widziałeś się z tatą od dwóch lat? Co takiego dzieje się w przyszłości, że cię zmusiło do czegoś takiego?

Sam nie mógł uwierzyć, w to co słyszał. Jego starszy brat, idealny żołnierz Johna Winchestera, porzucił go na dwa lata, żeby mieszkać z jakimś facetem-aniołem?

- Jeśli ty i twój brat pójdziecie ścieżką waszego ojca, to znaczy będziecie polować na potwory i demony, obaj zginiecie. A potem powrócicie do żywych. Wielokrotnie. To na początek. - Oznajmił Castiel.

Sam siedział z otwartymi ustami, gapiąc się to na brata, to na anioła.

- A co tobie do tego?! - zawołał w końcu. - Łowcy ciągle giną, na pewno ktoś już powrócił zza grobu, to…
- Sammy, stop. - Dean przerwał mu. - Cass ma rację, pokazał mi przyszłość. Widziałem samego siebie w piekle, ciebie opętanego, nasi przyjaciele umierali… W każdej z wersji, która widziałem, Cass był cały czas z nami. On też umierał i musiał wybierać między złym, a gorszym. Dlatego teraz razem staramy się temu zapobiec.
- Jeśli twoja dziewczyna zginęła w taki sam sposób, jak wasza matka, to znaczy, że historia próbuje upomnieć się o swoje - powiedział Cass. - Jeśli podąrzysz tą drogą, jeśli zachowasz się, jak wasz ojciec, Sam, źle się to skończy. John jest w stanie wytropić tego demona samodzielnie i powinniśmy mu pozwolić to zrobić.
- A co to jest, “Oszukać przeznaczenie”?

Cass przekrzywił głowę, nie rozumiejąc Sama. Dean coś do niego mruknął i anioł zrozumiał.

- Dokładnie tak. Ale jeśli pozwolicie waszemu ojcu działać, najprawdopodobniej “oszukacie przeznaczenie”. - Znowu cytat w powietrzu.
- Dobra, dosyć tych historii rodzinnych. - Dean klasnął w dłonie i wskazał na drzwi po prawej. - Sammy, do łazienki. Ja w tym czasie przygotuję jakieś koce tutaj. - Zarządził.

Kiedy Sam wrócił, zastał rozłożoną kanapę i Deana z koszulką w ręce, kręcącego się w pobliżu drzwi od łazienki.

- Gdzie jest Cass?
- W sumie nie wiem, facet nie sypia, nie je. W nocy głównie ogląda telewizję.
- Nie je, ale pije z tobą piwo? - Zdziwił się Sam.
- Widocznie taki mam wpływ na ludzi. To znaczy anioły. - Zaśmiał się Dean. - Dobranoc, Sammy.
- Dobranoc, Dean.